Ostatnia notke skonczylismy na miescie Herceg Novi wiec teraz opis tego co dzialo sie od tamtej pory do dnia dzisiejszego
W Herceg Novi (Czarnogora) po godzinnym poszukiwaniu dworca autobusowego do Perastu pojechalismy wlasnie do tego miasta.
Jeszcze przed samym wjazdem bylismy zachwyceni widokiem Boki Kotorskiej. Nie bylo kompletnie zadnego miejsca na spanie dlatego ze wszystkie miasteczka w zatoce Kotorskiej otoczone sa z jednej strony strzelistymi gorami z drugiej morzem. Mielismy dylemat czy odpuscic sobie to miasto i zaoszczedzic pieniadze na nocleg czy znalezc jakis pokoj i spedzic tu noc zwiedzajac miasto. Wybralismy to drugie i nie zalujemy tej decyzji.
Miasto Perast jest miejscem przecudownym. Pewnie w sezonie gromadzi sie tam wiecej turystow ale my trafilismy tam w okresie gdzie praktycznie jedynymi ludzmi byli miejscowi. Nie jestesmy wielkimi fanami architektury ale to miasteczko zachwycilo nas zarowno pod tym wzgledem jak i pod wzgledem pieknego widoku samej zatoki. Zostawilismy plecaki w pokoju i poszlismy poplywac w adriatyku i przespacerowac sie po starym miescie.
Z Perastu autostopowo dostalismy sie do Kotoru.
Miny od razu nam zrzedly. Stare mury polozone w gorach nad miastem rowniez byly zachecajace. Chcielismy sie tam dostac bez plecakow bo taszczyc 15(Daria) i 20kg(Tomek) na plecach pod kilkukilometrowa gore wcale nam sie nie usmiechalo. Zaczelismy wiec szukac jakiejs knajpy gdzie moglibysmy je zostawic ale ludzie zbywali nas przemilym “NO” albo ” I dont know”
Jedyne co mowili z usmiechem to ” Do you need a room ? “
Panstwo tak blisko BiH o ktorej mozna mowic w samych superlatywach, a jednak Czarnogorzanie przynajmniej w Zatoce Kotorskiej to niezbyt mili ludzie. Typowi naganiacze, nastawieni na turystyke.
Z Kotoru pojechalismy stopem do Niksic, a stamtad zabral nas celnik Aleksander az do Zabliaka w gorach Durmitor. Kolejny wspanialy czlowiek poznany podczas naszej podrozy. Przegadalismy i przesmialismy z nim cala droge. Zachowywal sie troche dziwacznie, czasem jakby mial ADHD, ale bardzo go polubilismy. Przykladowo jechalismy i przy drodze stala krowa, a on otworzyl okno i zaczal muczec do niej tak, ze az sie przestraszyla :p Nie dalo sie nie smiac. 
Droga z Niksica do Zabliaka byla bardzo kreta i dosc niebezpieczna, ale widoki byly piekne, a sama gora Bobotov kuk (najwyzszy szczyt Balkanow) zapierala dech w piesiach. Wioski przed Zabliakiem byly malenkie, typowo gorskie i bardzo urocze.
Jeszcze tego samego dnia rano bylismy nad morzem gdzie bylo 35 stopni, a wieczorem jestesmy w gorach i jest niecale 10. Ciezko sie przyzwyczaic do takiej zmiany temperatury, wiec postanowilismy 3 noc z rzedu zaplacic za nocleg. Ciezko spac w letnich spiworach przy 5 stopniach nad ranem. Wiemy, ze wydawajemy troche za duzo kasy, ale uregulujemy to w Albanii, gdzie jest taniej.
Kolejnego dnia rano wypozyczylismy dwa rowery i pojechalismy do Parku Narodowego Durmitor, zeby zobaczyc jezioro Czarne i najwyzszy szczyt Balkanow. Jezioro i widok gor dookola niego tworzyly przepiekny pejzaz. Bylo tak cicho i spokojnie… Przy brzegu bylo pelno pancerzykow rakow. Daria jako fanka zwierzaczkow i wszelkich zwierzatek byla zachwycona. :p
Potem wrocilismy do miasta i zabralismy plecaki, po drodze pozdrawiajac inna pare stopowiczow i stamtad zaczelismy lapac stopa w kierunku kanionu Tara. Jest to najgłębszy w Europie i jeden z najgłębszych na świecie kanionow. Rzeka miala cudny turkusowy kolor.
Ogolem caly dzien byl udany jak wiekszosc dni naszej podrozy. Codziennie jestesmy w innym miejscu, poznajemy nowcyh ludzi i kazdy dzien przynosi nowe doswiadczenia.
Ostatnia noc w Czarnogorze spedzilismy w namiocie na tylach stacji benzynowej w miejscowosci Bar.
Rano lapiac stopa do Albanii poznalismy starszego autostopowicza z Macedonii. Mowil, ze Polska gut 
Ogolem wiekszosc ludzi na Balkanach bardzo lubi Polakow.
Po godzinie lapania dostalismy sie do Albanii. Pierwszy raz az w takim stopniu nie moglismy sie dogadac z naszym kierowca. Wmowil sobie on ze chcemy jechac do Tirany (stolicy Albanii), wiec w miescie Shkoder wsadzil nas w autobus. Bylismy troche rozkojarzeni i zdezorientowani nowym jezykiem, nowym panstwem i tym, ze od razu po przekroczeniu granicy wszystko stalo sie diametralnie inne niz w krajach, ktore juz odwiedzilismy. Nigdy nie widzielismy tak biednego i zacofanego kraju. Albania to kraj olbrzymich kontrastow. Z jednej strony Grand hotel, po drugiej stronie ulicy gora smieci, a na niej pasaca sie krowa. Po wjezdzie z turystycznej i rozbudowanej Czarnogory przezylismy ogromny szok. Nasze pierwsze skojarzenie to “europejskie Indie”. W Albanii chyba nie istnieja przepisy drogowe, kazdy jezdzi jak chce. W sytuacjach zagrozenia trabia na siebie i wymachuja rekoma. To wlasnie balkanski temperament.
W Tiranie widzielismy krowe pasaca sie miedzy blokami. Nieco dziwne prawda?
Z Tirany jak najszybciej (za duzo halasu i naganiaczy) pojechalismy do miasta Durres nad morzem. Zbytnio sie nie roznilo od Tirany. W Durres zorientowalismy sie, ze w Albanii pole kempingowe lub prywatne kwatery to rzadkosc. Nie chcielismy spedzac pierwszej nocy w tym kraju pod namiotem. Czulismy sie nieswojo i uleglismy troche stereotypowym opowiesciom o “bad people” w Albanii. W Durres weszlismy na internet i znalezlismy pole namiotowe w oddalonej o 12km Kavaje. Tam spedzilismy pierwsza noc w Albanii.
Rano zjedlismy najgorsze sniadanie wyjazdu – kuskus z sosem ze sliwka. Ten sos powinien miec dolaczone do opakowania woreczki na wymioty 
Z kavaje wyjechalismy z tirowcem, ktory uraczyl nas winogronami. Zawiozl nas do Fier. Jazda z nim ukazala nam zwyczaje i zabawy albanskich tirowcow. Delikatnie mowiac jezdza troche niebezpiecznie i tak jak w Tiranie trabia na siebie na kazdym kroku.
W Fier zaczepil nas mily pan, ktory takze obdarowal nas winogronami ze swojego ogrodu. I mowil “turistas polonija brawo!” :p. Czekal z nami az do zlapania stopa, a kiedy nam sie juz to udalo cieszyl sie razem z nami.
Pozniej jechalismy z panem policjantem po cywilu. Bylo wspaniale, dogadywalismy sie angielskim/migowym ale mimo to rozumielismy sie dobrze. Zeby nas zrozumiec zadzwonil do swojego brata a pozniej dziewczyny i przekazal Tomkowi telefon by porozmawiac po angielsku. Zawiozl nas do Vlore. Dopiero potem dowiedzielismy sie ze zrobil nam olbrzymia przysluge, mial jechac w zupelnie innym kierunku. Nadrobil dla nas okolo 100km
)
W Vlore pokazal nam miasto i zaprosil nas na kawe, chcial nam postawic pizze ale byloby to zbyt wiele i czulibysmy sie niezrecznie. To co zrobil bylo pokazem Albanskiej goscinnosci. Fajny gosc
Kilkoma nastepnymi stopami dojechalismy dojechalismy do poczatku przeleczy llogara skad zabrali nas wujek z siostrzencem. Dzieki takim ludziom jak oni stop jest przecudowny,wspanialy,zajebisty !
Chlopak w naszym wieku mowil dobrze po angielsku i rozmawialismy z nim cala droge. Tlumaczyl tez co mowil jego wujek.
Nauczyli nas kilku podstawowych zwrotow po albansku a my po polsku. Rozmawialismy o muzyce,szkole, albanskiej goscinnosci.
Oni takze zabrali nas na kawe…
Okazalo sie ze Albanczycy kazda nowo poznana osobe zapraszaja na kawe 
Do Himary gdzie nas podwiezli jechalismy przez przelecz llogara. Ta droga i widok z niej to jedna z najpiekniejszych rzeczy jakie widzielismy w zyciu. Dosyc niebezpieczna,kreta droga z widokiem na morze i wysoko rozciagajace sie gory. Po srodku drogi wedrujace bezpanskie osiolki. A na dodatek cala droga pokryta byla chmurami. PIΕΚΝΙΕ ! Widok ktorego nie da sie opisac slowami.
Gdy dowiedzieli sie, ze podrozujemy na stopa az z Polski i, ze spimy w namiocie znalezli nam miejsce na nocleg – na plazy w himarze. Zapytali policjantow czy mozemy sie tam rozlozyc
)
Gdy wstalismy rano Daria poszla poplywac w morzu i niepredko z niego wyszla. Taplala sie jak 3 letnie dziecko 
Na plazy poznalismy malzenstwo ze Slowacji. Poczestowali nas herbata i ciastkami i zaprosili do swojego pokoju zeby pomoc nam w wyborze jak najlepszej dalszej drogi w kierunku Grecji i Turcji.
Pytali nas jak uklada nam sie z ludzmi na Balkanach i powiedzieli ze ” na 100 milych osob jedna moze miec zle zamiary” Zebysmy na siebie uwazali. Przepowiednia sie sprawdzila. Pobyt w Albanii zakonczylismy niemilym akcentem – o tym pozniej.
Ustawilismy sie na drodze do Sarandy i po 30 minutach czekania zabral nas mily pan. Przejechal 300m i zabral razem z nami pare autostopowiczow z Australii – Roberta i Alise.
Wymienilismy sie wrazeniami z podrozy. To byl ich 3 tydzien podrozy przez cale Balkany na wyspe Korfu. Stamtad lecieli samolotem do Sydney gdzie mieszkaja. Robert 2 lata temu objechal cala Afryke w 4 miesiace. Zazdroscimy.
Uwazali ze nasz Gap Year przyniesie nam duzo dobrego, nowe doswiadczenia i inne podejscie do swiata – studia nie uciekna.
Ostrzegli nas ze takie podroze uzalezniaja ale sami sie o tym przekonujemy
) Takie uzaleznienie jest ok
Pisalismy o niemilym zakonczeniu pobytu w Albanii. lapalismy stopa na granice z Grecja. Zatrzymal sie pan, sprawial wrazenie milego. W polowie drogi powiedzial ze jest taksowkarzem ale zawiezie nas na granice za 100 lekow(3zl) Powiedzial ze normalna cena to 400. Niepotrzebnie sie zgodzilismy ale bedzie to dla nas przestroga. Gdy juz dojechalismy na miejsce i Tomek wyciagnal z portfela 100 lekow taksowkarz powiedzial ze mialo byc 1000. Zaczal sie drzec i wymachiwac lapami. nie dalo sie mu nic przetlumaczyc. Od razu przyciagnal na swoja strone innych taksowkarzy – zamknal bagaznik i chcial nas zabrac z powrotem. Dla swietego spokoju zaplacilismy mu ale Tomek klocil sie dalej i wyzywal go po polsku.
Mimo to Albania to rownie wspaniali ludzie co Bosniacy. Polecamy ten kraj z calego serca. Chcielibysmy tu jeszcze kiedys wrocic i poswiecic wiecej czasu na eksplorowanie tych dwoch krajow. Sa tego warte.
Po przekroczeniu granicy zaczelismy lapac kolejnego stopa w okolice Konitsy by pozniej dostac sie na autostrade na Saloniki.
Co prawda zatrzymalo sie kilka aut ale nikt nie rozumial idei autostopu.
Przykladowy dialog:
Tomek: Konitsa ?
facet z auta: I friend !!!
I pojechal. No fajnie
Kolejny zaznaczyl nam na mapie to miasto, myslal ze pytamy o droge.
W pewnym momencie przejechala kolo nas miejscowa starsza pani na osiolku. odnieslismy wrazenie ze nigdzie jej sie nie spieszy. Wiedzie proste sielankowe zycie. Bardzo klimatyczny widok 
Po prawie 2 godzinach czekania w upale zatrzymalo sie 2 Grekow ,ktorzy zawiezli nas 30km. Tam zrobilismy zakupy w markecie i poszlismy na droge lapac stopa do Konitsy w ktorej jestesmy teraz.
Gdy siedzielismy z plecakami na drodze, podeszly do nas 2 starsze Greczynki podpierajace sie laskami.
Rozmawialy z Daria po niemiecku, gdy dowiedzialy sie o tym jak podrozujemy wykazaly ogromny entuzjazm. Zyczyly nam “Gute reise” i wciaz powtarzaly “bravo bravo super bravo”
Poprawilo nam to humory bo troszke zle sie czulismy od rana.
Noc spedzilismy na polu na obrzezach miasta Konitsa. W nocy spiwor Darii popuszczal szwy i po wizycie w kafejce idziemy poszukac jakiegos sklepu by kupic nowy.
P.S. Spelnilo sie jedno z naszych malutkich marzen. Tomek przejechal sie na pace pick-up’a . 2 km ale zawsze cos.
1-0 dla mnie bo Daria tez by chciala ;p
P.S.2. Calujemy, pozdrawiamy, tesknimy. Cieszy nas to ze nas czytacie i cieszycie sie nasza podroza. To bardzo mile. Dziekujemy