mniaaam:]

A takie rzeczy robimy między wyjazdami:

:)
(ciasteczka z chałwowym nadzieniem ;) )
I nawet mnie w czajniku widać.

Wspominki #2

Gdzieś w Centralnej Anatolii.

Zima, zima, zima

Piosenka of kors: TU

Zimowo:

*zdjęcie zrobił Tomek

I to by było na tyle ;)

Wspominki #1

„Napisz, że przeczytałem ostatnio książke, czy coś”

No więc pisze ; )

A co robimy?

Właściwie możnaby to ująć słowami, że bujamy w obłokach : ) Jesteśmy oczywiście pochłonięci wyjazdem do Indii tzn. szukamy, oglądamy, pytamy, czytamy itd. itp. Aktualnie zastanawiamy się nad tym jaki przewodnik kupić, choć właściwie już prawie zdecydowaliśmy, że będzie to Lonely Planet.

Chciałąbym też napisać, że polecam wszytskim ksiązke „Złodziejka ksiażek”. Wzruszyła i mnie i Tomka do łez. Przedstawia świat II W.Ś. oczami, językiem i zachowaniem małej dziewczynki.

Poza tym jesteśmy szczęśliwi ze swojego wyboru drogi tzn. mam na myśli rok przerwy ze studiami. Wiele dorosłych nam teraz mówi: „No tak Ty sobie możesz na to pozwolić, ja mam tydzień urlopu”, albo: „To co zobaczycie i przeżyjecie to wasze”. Ale niestety ludzie mają to do siebie, że trzeba im cos udowodnić, że można dopiero wtedy chwalą Twoje pomysły.

A my udowodniliśmy : )

Tak myślę.

A to tak przypomniało mi się ostatnio i chyba nie wspominaliśmy o tym wcześniej:

Dialog częsty w autach w Turcji:

- What’s your name?

- Daria

- Aa! Deria!!

- No, No. Turkish name is Deria, but polish Daria.

- Deria?

:P

Tomek z kolei zostawał zawsze nazywany Tomakiem.

Ostatnio zrobiło mi się starsznie smutno kiedy pomyślałam, że pewnie po jakimś dluższym czasie zapomne jakieś szczegóły z naszej podróży. Nie będe mogła sobie przypomnieć twarzy ludzi, którzy dali nam tyle szczęścia. Chcicałabym mieć cały czas ten obraz w głowie..

Filmik

No i jest obiecany wcześniej filmik z naszej podróży.

KLIK
Miłego oglądania ;)

! ! ! ! ! !

Jeszcze w to nie wierzymy.. ale po tylu staraniach i po dwóch nieprzespanych nocach udało sie!!
W sierpniu lecimy do…

INDII!! na 1,5 miesiaca..

Nie wiemy co mamy jeszcze napisac.
Jesteśmy dziś najszczęśliwszymi ludzmi pod Słońcem!

Nawet zimą nie przestajemy marzyć.

Za oknami pierwsze oznaki, że zbliża się zima…
Rodzice Tomka polecieli na wakacje do Tajlandii więc
mieszkamy sobie razem przez jakiś czas i tym samym podkręcając kaloryfery na full udajemy, że na dworze nic sie nie zmienia ;)
Ostatnimi czasy, żeby totalnie nie zgłupieć zaczełam uczyc się hiszpańskiego. Poza tym stwierdziłam, że może byc kiedys przydatny.

A w naszych głowach wciaż „plany” jakiegos kolejnego wyjazdu. ;) Autostop wszedł nam już chyba w krew. Z Indiami może byc cięzko ze względu na czas pory deszczowej w tamtych rejonach.

Ale to wszytsko sie jeszcze zobaczy. :D

A tu nasz mile wspominany towarzysz podróży :) (Chorwacja)
IMG_5656

A no i piosenka ;)
Klik

Zakończenie

a 263

Nasza podróż niestety dobiegła końca. Tak jak Iwona napisała w komentarzu,
dobiegła końca tylko fizycznie, bo tak naprawde wciąż żyjemy Turcją i wspomnieniami.
Ciężko jest nam się teraz przyzwyczaić do szarości za oknem i do szarości Polaków.
Myśle, że teraz jesteśmy już innymi ludzmi. Potrafimy cieszyć się nawet z maleńkich rzeczy. Pamiętam jak któregoś razu w Chorwacji znaleźliśmy na czyjejś działce wiadro z deszczówką. Taki prysznic w upalny dzień był dla nas czymś nie do opisania! Czuliśmy się jak nowo narodzeni i mieliśmy dobre humory do końca dnia :) Często też nie mieliśmy czasu na jedzenie, albo nam sie po prostu nie chciało tak byliśmy zaabsorwowani tym co działo sie podczas dnia. I kiedy wieczorem robiliśmy sobie kanapki „łódki” (rozrywany ręka chleb) z papryką i serem nasze podnieienia aż zdawały sie krzyczeć z przyjemności :D

a 245

Poprzez taką podróż nauczyliśmy się radzić sobie samemu w świecie. Wykorzystywaliśmy nawzajem swoje umijetności próbując się po prostu uzupełniać w tym co robimy. Przykładowo Tomek wbijał śledzie, Daria gotowała obiad ;)
Kiedy teraz o tym pisze sam uśmiech ciśnie mi sie na twarz.
Nie da się opisać radości kiedy stoisz w upalny dzień z podniesionym kciukiem do góry i nagle zatrzymuje się kierowca z uśmiechem wołajac „Wsiadajcie!”.

a 249

Tylko dzięki takiemu podróżowaniu można poznać ludzi mieszkających w konkretnych krajach. Nie wyobrażam sobie teraz pojechać na zorganizowaną wycieczke, kiedy jeździ się autokarem z miejsca do miejsca, pstryka pare zdjeć i wraca do domu. Wiele razy mieliśmy okazje poznać historie życia ludzi, których spotkaliśmy, poznać ich zwyczaje, ich zycie rodzinne. Wiele razy doznaliśmy ich gościnności. I niech mi ktoś powie, że „polska gościnność” to nie stereotyp!
Ludzie na Bałkanach kojarza nam się z kolorami, z radością, z prostotą…Za każdym razem czuliśmy się bezpiecznie pod względem pomocy. Wiedzieliśmy, że nawet jak coś się bedzie działo, czy będziemy potrzebowali czyjejś pomocy, możemy prosić o to nawet przechodnia na ulicy. Na tyle osób ile poznaliśmy tylko dwie miały złe zamiary. To jak kropla w morzu…

a 740

Zastanawialiśmy się czasem jakie były wady tego wyjazdu. Nie przesadzamy, ale nie było wad. Wydaliśmy tyle pieniedzy ile niektórzy wydają na 2 tygodnie leżenia na leżaku przed hotelem. Bardzo podszlifowaliśmy język. Nauczyliśmy się o Bałkanach i Turcji więcej niż z jakiejkolwiek książki (po prostu w praktyce). I możnaby tak wymieniać i wymieniać ;)

Tomek, któregoś razu stwierdził, że właśnie odkrył nowy środek transportu – autostop :)
Innym razem pewien człowiek życząc nam powodzenia, powiedział, że teraz wszytskie samochody są dla nas i że możemy pojechać gdzie tylko bedzięmy mieli ochote.

Kiedy wracaliśmy już do domu, myśleliśmy o tym, że będziemy mieli czym pochwalić się naszym wnukom :)

a 724

Uwierzcie nam, to było cudowne, jak nie najpiękniejsze przeżycie w naszym życiu. Zachęcamy teraz niech każdy tego spróbuje :)

I tak na zakończenie pare „statystyk” z naszego wyjazdu:
- przejechaliśmy przez 12 krajów (Cezchy, Austria, Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Albania, Grecja, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Ukraina)
- kapaliśmy się w 5 różnych morzach
- poznaliśmy niezliczoną liczbe świetnych ludzi
- najciężej stopa łapało się w Grecji i w Austrii ( ludzie tutaj patrzyli na nas czasami jak na jakichś wieśniaków czy brudasów, mimo, że brudni nie byliśmy)
- najłatwiej ze stopem było w Turcji tutaj często nie czekaliśmy dłużej niż 5 minut. Czasem właściwie wcale nie łapaliśmy, a ludzie i tak sie zatrzymywali ;P
- nasza podróż trwała dokłądnie półtora miesiąca

Za jakiś czas byc może dodamy jeszcze narysowaną droge naszej podróży na pamie i filmik :)
Dziękujemy wszytskim tym, którzy nas wspierali i czytali.

Autostop uzależnia i chcemy go więcej!
A za rok?… Indie? :)

Powrót do domu…

Ze Stambułu nie było tak ciężko wyjechać jak nam się z początku wydawało.
Ale niestety robiło się coraz zimniej i postanowiliśmy wrócić do domu jakimś pociągiem czy autobusem. Smutno nam było poruszać się wracając w ten sposób ale byliśmy do tego zmuszeni ze względu na pogodę. Wracaliśmy przez Bułgarię, Rumunię i Ukrainę.
W Bułgarii zatrzymaliśmy się na 2 dni na Złotych Piaskach . W Rumuni nam się nie podobało. Może dlatego, że natknelismy się na samych wieśniaków. Przykłądowo siedzieliśmy w poczekalni na stacji. I nagle wszedł do środka szczeniak. Oczywiście Daria była w euforii więc zaczeła go wołać do siebie. I chyba zauwazył to jeden z przejezdnych kierowców bo z całej siły kopnał pieska, żeby „wyszedł” z pomieszczenia. Aż nam sie łzy w oczach zakreciły jak to zobaczyliśmy. Później ten sam pan prawdopodobnie zrobił nam na złosć bo tak samo postapił też z innym psem. Było kilka jeszcze takich sytuacji w tym kraju. Czuliśmy się tu raczej źle, dlatego nie chcielibyśmy tam wracać.
Kiedy tylko przekroczyliśmy granice z Ukrainą wszytsko się od razu zmieniło. W autobusie, którym jechaliśmy siedziały same babcie w chustach z zębami na przemian złotymi i srebrnymi :D Częstowały sie nawzajem mortadelą, metką, którą jadły palcami…, jajkami, warzywami :D Wszystko miało swojski klimat, nie wspominajac o ich akcencie niczym z filmu “Sami Swoi”. Czuliśmy sie jak w domu po prostu. Kiedy ruszyliśmy kierowca zza pazuchy wyjął jakiś alkohol i pytał czy ktos ma ochote się poczęstować :P
Poza tym byliśmy juz coraz bliżej Polski. Bylo nam potwornie smutno. Widzieliśmy przez szybę tą jesień na polach tak podobną jak w Polsce, i bynajmniej nie chodzi tu o jesień jedynie meteorologiczną.
Jeszcze niedawo było 25-30 stopni a teraz nagle 5! Okropne uczucie …

Złote Piaski – Bułgaria

a 418

A tak się imprezuje z nowo poznanymi ludzmi w Turcji ;)

a 295

Stambuł – największe miasto jakie widzieliśmy w życiu

Spedzilismy w nim 2 dni i przez ten czas zrobiliśmy pieszo chyba więcej kilometrów niż przez całą naszą podróż :P
Dwie noce spędziliśmy u naszego gospodarza z Couchsurfing w dzielnicy Besiktas po europejskiej stronie miasta. Całe dwa dni chodziliśmy po mieście, nie mogąc się nadziwić wielkością Stambułu. Być może to co zobaczyliśmy to niecałe 5%…
Poruszaliśmy się jak napisałam albo na pieszo, albo autobusami. Z tym drugim było troche gorzej bo wysiadaliśmy tam gdzie wydawało nam sie, że powinniśmy wysiąść co często kończyło sie na tym, że i tak szliśmy piechotą ;)

Pierwsza rzecz, którą chcieliśmy zobaczyć i do której cudem udało nam sie dotrzeć był meczet Blue Mosque (Błękitny Meczet). Przed wejściem musieliśmy zdjąć sandały, a ja musiałam zakryć chustą głowe i ramiona. Pierwszy raz widzieliśmy takie miejsce (nie spodziewając się widoku Hagi Sophii) więc owtorzyliśmy aż usta z podziwu. Uderzyła nas paleta różnistych kolorów ze ścian, podłogi, kolumn. Wszytsko było w pięknych wzorach, aż człowiek nie wiedział na czym ma skupić wzrok. Prawie przez całą szerokość meczetu jakies poł metra nad głowami wisiał wielki żyrandol.

Zdjęcie z internetu:
Blue_mosque_interior_panorama

Dopiero później po wejściu do największego meczetu na świecie – Haga Sophia, Błękitny Meczet wydał nam się mały i dużo mniej interesujący. Sama konstrukcja budowli była dla nas czyms nie do opisania.

a 346

a 356

Na ścianach było mnóstwo mozajek. Całe sklepienie zrobione było przez Michała Anioła. Nie mogliśmy wyjść z podziwu.
Na prawdę warte zobaczenia miejsce :)

Jednak chyba najbardziej podobał nam się Grand Bazar. Mnóstwo korytarzy i przejść. Czuliśmy sie czasem jak w labiryncie i musieliśmy obierać taktyki jak się po nim poruszać :D Na tym bazarze można kupić praktycznie wszytsko, zaczynając na chałw i typowych tureckich słodkości, a kończąc na wiszących lampach i złotych łanćuszkach. Oczywiście musieliśmy kupić jakies drobiazgi najbliższym ;)

a 340

a 341

W Stambule ludzie nie patrzyli już na nas tak jak zwykle jak na jakichs dziwaków. Po prostu wtopiliśmy sie w tłum, tyle było ludzi.
Generalnie mamy bardzo miłe wspomnienia z tego miasta :)

Wybrzezem Morza Czarnego do Stambulu

Z opisanej wczesniej w notce malej miejscowosci zabral nas pewien mily pan. Nie znal zadnych slow po angielski ani niemiecku, ale za to bardzo chcial nauczyc sie jakiegos slowa po polsku. Spodobalo mu sie “herbata” i co jakies pol godziny dopytywal sie co oznacza w naszym jezyku jego çay. Jak to zwykle bywa zaprosil nas na malutka turecka herbatem a po drodze w miasteczku kupil nam chyba z 3 kilo winogron. Smiejemy sie czasami, ze moznaby tutaj przezyc z samej goscinnosci mieszkajacych tutaj ludzi.
Kiedy jechalismy gorskimi drogami nasz kierowca nagle zatrzymal sie i z niedowierzaniem podniosl z ziemii snieg (bylo 25 stopni). My tez zreszta bylismy nieco zszokowani :P

Kilkoma nasteonymi nieco meczacymi stopami dotarlismy 50km przed duze miasto Samsun. Mielismy juz troche dosc kierowcow nie rozumiejacych, ze znamy tylko okolo 10 slow po turecku. Kiedy mowimy im czasem, ze “Anlamadim turce” (nie rozumiemy tureckiego) potrafia 3 razy mowic to samo zdanie zmieniajac po dwa slowa, myslac tym samym ze moze cos zrozumiemy…Mozna miec dosc po pewnym czasie. Czasami robimy juz tylko glupie miny, patrzac im w oczy jak na idiotow. Niekiedy nie da sie inaczej, zeby w koncu zrozumieli. Ktoregos razu Tomek zamiast tlumaczyc po turecku powiedzial po prostu po polsku “kurwa nie rozumiem znowu” i o dziwo podzialalo :D

Troche zniecheceni tym o czym napisalam wyzej zaczelismy lapac kolejnego stopa. Nie wiedzielismy do konca jak to bedzie bo mi9elismy do przebycia naprawde duze miasto.
I wtedy zatrzymal sie pewien pan, ktoy zmienil caly nasz dziec na lepszy. :) Rozumial piate przez dziesiate po angielsku wiec jakos dalo sie z nim dogadac. Robilo sie coraz zimniej wiec postanowilismy ta noc spedzic w jakims tanim hostelu. Zapytalismy go wiec czy moglby cos dla nas znalesc. Powiedzial, ze chetnie zawiezie nas na lotnisko, zebysmy mogli wrocic do Polski. Podziekowalismy mu oczywiscie i powiedzielismy, ze nie mamy na to pieniedzy po drugie lubimy autostop. Na to on odpowowiedzial, ze on moze zaplacic nam za bilety.
Zdecydowalismy jednak, ze zostaniemy przy autostopie ;)
W pewnym momencie nasz kierowca wyjal portfel i dal Tomkowi 100 lir (200zl). Zaskoczony Tomek chcial oddac mu je z powrotem. Na to tamten odpowiedzial, ze to prezent od niego, zebysmy mogli spedzic noc w hotelu. Bylo nam strasznie glupio..
Po wjezdzie do miasta zabral nas do swojego biura. Okazalo sie, ze ma wypozyczalnie samochodow. Poczestowal tam nas herbata i arbuzem. Jak zwykle bylismy ogromna atrakcja, ze wzgledu na to w jaki sposob zwiedzamy Turcje. Jeden z jego kolegow zaproponowal nam mieszkanie, w ktorym mozemy spedzic noc. Nasz kierowca powiedzial, ze chetnie zabierze nas do jakiegos hotelu albo wspomnianego mieszkania. Po krotkim zastanowieniu zdecydowalismy, ze spedzimy noc w mieszkaniu. Po chwili podjechala taksowka. Pozniej tak sie ulozylo, ze nawet sami nie wiemy o co chodzilo. Najpierw z taksowkarzem i jego kolega pojechalismy do rodzinnego domu tego taksowkarza. Tam przywitala nas jego mama mowiaca po niemiecku. Po mimo tego, ze mowilismy ze nie jestesmy glodni zostalismy zaproszeni na pyszna kolacje.. Po raz kolejny tego dnia zostalismy poczestowani herbata ;) (turecka herbata juz chyba weszla nam w krew i bardzo nam jej bedzie brakowalo w Polsce). Po jakims czasie okazalo sie, ze dopiero mamy jechac do mieszkania, w ktorym spedzimy noc. Zabrali nam nas wspomniani taksowkarz z kolega. Po drodze dolaczyla do nas dziewczyna jednego z nich. Wszyscy mieli po okolo 25 lat. Od razu ich polubilismy. Mieszkanie, do ktorego jechalismy wykupili razem jakis miesiac temu. Po drodze wstapilismy do marketu i kupilismy piwa, raki- alkohol turecki i jakies przekaski. Siedzielismy z nimi do pozna w nocy, mimo ze tylko dziewczyna potrafila mowic po angielsku. Swietnie sie z nimi czulismy i zalujemy teraz, ze tak szybko musielismy opuscic nowo poznanych, fajnych ludzi. Wymienilismy sie oczywiscie numerami, zeby moc sie jeszcze skontaktowac.
To byl bardzo udany dzien. Dopiero wieczorem zauwazylismy, ze tego dnia nie kupilismy zadnego jedzenia. Kazdy kierowca czestowal nas czyms, ze praktycznie caly czas bylismy najedzeni. ;)

Teraz jestesmy w Stambule. WIELKIE miasto! Chodzilismy caly dzien od 9 do 20 i jestesmy juz tak zmeczeni, ze nam nogi w dupe wchodza :P Ale jestesmy zadowoleni bo zobaczylismy naprawde duzo ciekawych miejsc. Ale o tym w kolejnej notce :)
Jutro to czego sie najbardziej obawiamy czyli wyjazd ze Stambulu. Ale jakos sobie damy rade ;)

Ps.
Poza ludzmi do ktorych jestesmy przywiazani, ktorych kochamy bardzo brakuje nam muzyki. Przy kazdej nadarzajacej sie okazji gdy jedno z nas pisze notke w kafejce, drugie slucha “swoich” piosenek.
Ps 2. Po wizycie na Grand Bazaar nasze plecaki zwiekszyly swoja wage chyba o 5 kilo ;P

Pozdrawiamy i idziemy spaaac. ;P

Zmiana planow

Zwiedzilismy Derinkuyu. Drugie podziemne miasto. Najwieksze z 36 ktore znajduja sie na terenie kapadocji. Zrobilo na nas naprawde wielkie wrazenie.
Tego samego dnia zdecydowalismy ze niestety musimy zmienic plany naszej podrozy.
Nie pojedziemy do wschodniej Turcji, Kurdystanu. Powodem jest pogoda. W miejscach, ktore najbardziej nas interesowaly lezy teraz snieg. Temperatury w nocy osiagaja do -2 stopni. Z naszym jednym sweterkiem i w sandalach raczej byloby nam zimno ;)
Bardzo zalujemy, ze nie zobaczymy wlasnie tej czesci Turcji. Trudno. Napewno bedzie jeszcze okazja. Rozmawialismy sobie luzno o autostopowej podrozy do Indii. Moze przy tej okazji zobaczymy Kurdystan. Ale to narazie daleka przyszlosc ( a moze nie tak daleka ;) )

Podczas tych kilku dni na swojej drodze spotkalismy i dobrych i zlych ludzi. Jestesmy przygotowani na to, ze nie zawsze wszyscy maja wobec nas dobre zamiary.
Gdy jechalismy w strone Kayseri zabral nas tirowiec. Na poczatku wydawal sie bardzo mily. Mimo, ze nie rozumial nic po angielsku jechalo sie z nim bardzo przyjemnie. Poczestowal nas orzechami, kawa i ciastkami. Pomimo to, ze co chwile zerkal w lusterku na Darie nie czulismy zadnego zagrozenia bo tu kazdy facet obserwuje zarowno ja jak i mnie. Przejechalismy tak 100 km. Zatrzymalismy sie w koncu na jakiejs stacji bo Daria chciala isc do toalety. Ja zostalem w aucie a kierowca po minucie od jej wyjscia powiedzial, ze idzie po fajki.
- Spoko, ja tu zaczekam.

Po krotkiej chwili wrocila zdenerwowana Daria. KIerowca zamiast pojsc do sklepu poszedl za nia do toalety w wiadomym celu. KIedy wrocili oczywiscie chcielismy wysiasc. Kierowca jednak przy otwartych drzwiach zaczal ruszac mowiac cos do nas po turecku. Postraszylismy go wiec policja i od razu zostawil nas w spokoju.
Troche zdenerwowalismy sie ta sytuacja, ale juz po niecalej godzinie humory nam sie poprawily. Po chwili lapania zatrzymal sie pewien mily pan. Nie znal angielskiego, ale zadzwonil do swojego przyjaciela, ktory znal niemiecki i mogl w ten sposob sie z nami dogadac. Po chwili okazalo sie ze wiezie nas wlasnie do pana, z ktorym przed chwila rozmawialismy przez telefon.
Uli okazal sie jednym z najbardziej przyjaznych ludzi jakich spotkalismy na swojej drodze. Powiedzial, ze chetnie zawiezie nas na stacje poz miasto, bo powiedzielismy mu, ze spimy na stacjach. Po drodze wrecz na sile kupil nam lody i cole. Powiedzial, ze on tez ma dzieci i wie, ze nasi rodzice martwia sie o nas w Polsce, wiec on o nas zadba.
Zaczelismy szukac stacji, gdzie moglibysmy sie zatrzymac. Kiedy juz znalezlismy odpowiednia zaprosil nas do restauracji na herbate. Zapytal za nas czy mozemy rozbic sie na tylach stacji. Wlasciciel restauracji zaproponowal nam spanie nad restauracja w pustym pomieszczeniu na zlaczonych lawkach. Co za ludzie. Oczywiscie sie zgodzilismy bo na dworze bylo troche zimno. BYlo naprawde bardzo wygodnie :D Czulismy sie mimo to troche nieswojo, bo nie wiedzielismy jak mamy dziekowac im za goscine. Uli na pozegnanie zaproponowal, ze chetnie zaplaci nam za sniadanie, ale na to juz nie moglibysmy sie zgodzic.

Od kilku dni, jezdzimy bardziej bocznymi drogami i poznajemy tureckie zycie od strony malych miasteczek i wiosek. W takim miasteczku znajdujemy sie wlasnie dzis. Kazdy nasz ruch jest rejestrowany czujnym okiem tubylcow.
Dzisiaj kiedy szlismy malym miasteczkiem w czasie powrotu dzieci ze szkoly zaczepila nas 10 – 15 osobowa grupka dzieci. Na poczatku baly sie podejsc, krzyczaly tylko gromkie “Hello” smiejac sie pod nosem. Pozniej jednak podeszly do nas, pytaly skad jestesmy, jak mamy na imie uzywajac podstawowych angielskich zwrotow. Wygladaly na bardzo zainteresowane wrecz podniecone naszym widokiem.
Jeden z chlopcow podszedl i zapytal czy moze zrobic sobie z nami zdjecie.
To bardzo mile doswiadczenie. Czasami jednak w tego typu malych miastach czujemy sie jak ufo :D

Nasza podroz potrwa jeszcze jakies 2 tygodnie. Troche ja skracamy przez ten Kurdystan o ktorym pisalismy na poczatku.
6 – 7 pazdziernika chcemy byc w Stambule. Mamy juz jednego hosta.

Jestesmy bardzo bardzo bardzo szczesliwi :)
Hahaha zimno wam tam w Polsce co ? :D
Pozdro ;p

Cappadocia

26.09.09
Kilkoma stopami dojechalismy do miejscowosci Kas, gdzie spedzilismy noc na stacji benzynowej w naszym ukochanym namiocie.
Wypilismy turecka herbate i poszlismy spac.
Tego dnia nie dzialo sie raczej nic ciekawego, poza tym, ze ociekalismy potem bo temperatury w okolicach Antalyi to jakas tragedia (37 stopni).

27.09.09
Z Kas do Antalyi zabrala nas mloda niemiecka para, ktora przyleciala do Turcji glownie, zeby nurkowac. Opowiadali o podwodnych widokach.
Gdy lapalismy stopa w Antalyi zatrzymal sie bus i gdy doszlismy do niego z plecakami ruszyl z piskiem opon…Niebywaly zart.
Z Antalyi do Konyi dostalismy sie jednym, bardzo dlugim stopem z dwoma mezczyznami, ktorzy za kazdym razem gdy kogos wyprzedzali wydawali rozne dziwne dzwieki. Jechalismy do bardzo poznej godziny bo nie moglismy znalezc dobrego miejsca na rozlozenie namiotu. Bolaly nas juz troche glowy od papierosow, muzyki i zmeczenia. Kiedy jechalismy autostrada po obrzezach Konyi w pewnym momencie zatrzymal nas policjant stojacy na poboczu. Nasz kierowca zahamowal i inne auto wjechalo w nas od tylu okolo 70km/h. Na poczatku bylismy w duzym szoku, Darii okulary polecialy gdzies do tylu, a woda ktora trzymala miedzy kolanami wyprysnela nam na twarz podczas wypadku i myslelismy w pierwszej chwili ze to krew.
Na szczescie nic nam sie nie stalo ale nie bylo to przyjemne doswiadczenie.
Zatrzymalismy sie na stacji za Konya i ugoscili nas tam kolejni mili ludzie. Poczestowali nas tradycyjnie juz – tureckim cajem i zaprosili do swojej kanciapy bysmy sie ogrzali. Nie moglismy jednak tam dlugo zostac bo panowie ogladali film, ktorym zachwycali sie co chwile. Cos w rodzaju telenoweli od ktorej prawe pekalismy ze smiechu.

28.09.09
Z Konyi pojechalismy od razu jednym stopem do miasta Nevsehir, gdzie mielismy spedzic noc u hosta z Couchsurfing. Poszlismy najpierw do marketu, zeby zrobic zakupy owocowo-warzywne, bo postanowilismy zrobic jeden dzien jedzac tylko owoce i warzywa.
Spotkalismy sie tam z Alim, naszym hostem. Ali jest adwokatem, zabral nas najpierw do swojej kancelarii, skad zabral nas jego syn Furkan, zeby pokazac nam Göreme i inne tereny Kapadocji blisko miasta. Furkan chyba przechodzil przez okres buntu mlodzienczego. Mowil on co chwile jak bardzo nienawidzi swojego kraju, miasta i tych ” zwyklych kamieni” czyli Kapadocji. Na nas jednak zrobily bardzo duze wrazenie. Naprawde niesamowite miejsce warte odwiedzenia :)
W miedzyczasie pojechalismy z nim na kawe a potem na ciastko. Probowalismy zaplacic ale gdy jestes gosciem Turka nie jest to latwe. Dla nich to kwestia honoru.
Po pracy Ali zabral nas ze swoimi klientami, wlascicielami wielkich fabryk do knajpy oddalonej o 80km od miasta. Bylismy troche sceptycznie nastawieni bo nie przepadamy za towarzystwem biznesmenow. Bylo jednak bardzo milo. Milo bylo odpowiadac na wszystkie ich pytania zwiazane z nasza podroza. Praktycznie caly wieczor rozmawialismy na temat naszej podrozy. Czulismy sie bardzo dobrze jednak gdy zeszlismy na temat religii powiedzielismy ze jestesmy ateistami co poniektorym miny zrzedly.
Niestety atmosfera zupelnie zmienila sie gdy przyjechalismy do domu. Po pierwsze czulismy sie jak w palacu albo jakims muzeum. Przykladowo w lazience zamiast normalnej klapy klozetowej byla poduszka :D
Po drugie bylsmy bardzo zaskoczeni tym jak traktowane sa kobiety w domu. Wiele razy widzielsmy na ulicach muzulmanskie kobiety z zawinietymi glowami ale nie wiedzielismy ze w domu tez musza sie tak zakrywac. Kiedy zaprosili nas do salonu i Daria zaproponowala pomoc w zrobieniu herbaty i przygotowaniu lozek do spania – Ali z synem obruszyli sie i powiedzieli ze jedyne co moze zrobic to sprawdzic jak one to robia ale to ich zajecie.
Gdy Tomek chcial usiasc Ali wrecz wygonil swoja zone z fotela na inne siedzenie zeby zrobic mu miejsce. Czulismy sie bardzo nieswojo.

Takie traktowanie kobiet tylko utwierdzilo nas w przekonaniu ze wszelkie religie nie niosa z soba nic dobrego.
Fajnie jest poznawac zwyczaje innych ludzi ale nie popieramy zadnej z religii.

29.09.09
Wstalismy wczesnie i zjedlismy przygotowane przez zone Aliego tradycyjne tureckie sniadanie. Ali w drodze do pracy podwiozl nas na droge, gdzie sie kierowalismy. Naszym pierwszym przystankiem bylo podziemne miasteczko Kaymakli. Było wykorzystywane od czasów starożytnych. W średniowieczu stanowiło schronienie przed Arabami, a w XIII w. przed Mongołami. Musielismy wziasc ze soba latarke, bo bylo tam mnostwo zakamarkow, do ktorych warto bylo zajrzec. Tak czy siak musielismy sie wspomagac lampa blyskowa z aparatu, bo w mijscach bez oswietlenia bylo bardzo ciemno. Przeciskalismy sie przez waskie tunele, zgarbieni do polowy. Cale miasto zrobilo na nas olbrzymie wrazenie.
Za chwile idziemy zwiedzic nastepne podziemne miasto – Derinkuyu, najwieksze z 36.

Resim 009

Resim 017

Resim 021

Resim 030

Furtan uczy Tomka grac w Backgammon
Resim 025

Kosciol w podziemnym miescie
Resim 053

Resim 058

Resim 062

Resim 071

Butterfly valley – zdjecia :)

Moczymy nozki w drodze na plaze
IMG_6175

Iii… doplywamy :D
IMG_6181

Tomek przed naszym domkiem
Tomek przed naszym domkiem

Nasz bungalow z widokiem na plaze
IMG_6185

W srodku
IMG_6184

Odpoczywamy po plywaniu :p
IMG_6242

Widok z naszego “okna”
IMG_6234

Mapa Butterfly
IMG_6187

Waluta Butterfly
IMG_6235

Widok na tylna czesc wawozu i z tylu droga na wodospad
IMG_6217

Wspinamy sie na wodospad
IMG_6201

IMG_6209

Tomek
IMG_6205

Jak w bajce:P
IMG_6244

IMG_6262

IMG_6269

Czesc wodospadu
IMG_6277

Strefa jogi rano, kiedy wszytsko jest zlozone
IMG_6284

Pijemy lemoniade
IMG_6281

Banany :)
IMG_6293

Zdjecia wcale nie oddaja tego jak tam bylo..

Butterfly Valley – raj na Ziemii

23.09.09 dalsza czesc
Po krotkiej wymianie smsow spotkalismy sie z naszym gospodarzem z Fethiye – Burcakiem.
Minibusem dojechalismy do jego domu na obrzezach miasta. Przywitala nas tam jego mama. Nie spodziewalismy sie ze ugosci nas cala rodzina. Troche rozmawialismy, a w tym czasie jego mama przygotowywala kolacje. Byla tak kochana, ze uwzglednila nawet to, ze Tomek nie je miesa i przyrzadzila dodatkowe danie. Bylo przepyszne!
Daria jako fanatyczka malych zwierzatek byla zachwycona bo Burcak mial w domu mala 3 tygodniowa kaczuszke, ktora znalazl gdzies na ulicy i sie opiekowal.
Po kolacji pojechalismy przejsc sie po Fethiye. Pierwszy raz w zyciu widzielismy pelikany :D Pozniej usiedlismy w knajpce i wypilismy po piwie (Daria caffe latte, bo to taki szal ostatnio :p ).
Bardzo polubilismy Burcaka. Wszyscy traktowali nas w domu jak czlonkow rodziny. Czulismy sie z nimi naprawde swietnie. Na pewno nie stracimy z nimi kontaktu.

24.09.09
Rano dostalismy sie do miasteczka Ölüdenız, gdzie mielismy statek na Butterfly valley. Po drodze plynac moczylismy nogi w cudownie goracej wodzie… Kiedy doplynelismy od razu podeszla do nas kobieta, ktora powiedziala nam gdzie mamy sie kierowac jesli chcemy zostac na noc. Oczywiscie poszlismy za nia :) Od razu nam sie tu spodobalo. Klimat jest niesamowity. Mielismy do wyboru noc w namiocie albo w bungalow- drewnianym domku z sufitem z palmowych lisci i ze bambusowymi scianami. Gdy podwinelo sie bambusowe sciany do gory, rozposcieral sie widok na cala plaze… Osoby zamieszkujace wawoz to rastamani- wegetarianie. Wszyscy byli nastawieni pozytywnie do zycia. Caly wawoz tworzyl swego rodzaju wioske mlodych ludzi. Wszedzie chodzily kury z pisklakami, owce i inne zwierzaki. Z glosnikow lecialy pozytywne rytmy, nie dalo sie byc smutnym :) ) Mimo to ciezko przekazac komukolwiek atmosfere jaka tam panowala- zarowno slowami jak i zdjeciami.

Zostawilismy plecaki w naszym nowym domku i poszlismy poplywac na ABC. Woda byla nieziemska, a zycie pod nia jeszcze lepsze. Kolorowe ryby plywaly tuz przed naszymi twarzami. Bylismy zachwyceni i co chwile sciskalismy sie za rece, zeby pokazac sobie w ten sposob nowe zyjatka pod woda. Po wyjsciu z wody poszlismy spac na 2h, co nam sie wczesniej nie zdarzylo. Chyba tak zadzialal na nas chilloutowy klimat wioski. Pozniej poszlismy w glab wawozu, by zobaczyc wodospad. Zaczelo sie robic troche ciemno wiec postanowilismy wrocic tam jutro i dojsc do konca. Po drodze zobaczylismy kraba w wodzie w ktorej brodzilismy (dolna czesc wodospadu). Czulismy sie troche jak w dzungli bo z kazdej strony otaczaly nas gory i geste drzewa.
Po powrocie poszlismy na wegeterianska, samoobslugowa kolacje. Byla tak pyszna, ze nie moglismy przestac jesc :D Jak to piszemy to slinka nam cieknie. Menu skladalo sie z swietnie doprawionych warzyw i pysznego ryzu.

25.09.09
Do 11 mielismy sie wymeldowac ale bylo tak wspaniale, ze postanowlismy zostac na jeszcze jedna noc :) ) Po pyyysznym sniadaniu poszlismy obejrzec w swietle dziennym wodospad. Zeby do niego dojsc musielismy wspinac sie po mokrych skalach, uwazajac zeby nie spasc. Doszlismy do momentu wytrzymalosci leku wysokosci Darii, a reszte drogi przeszedl Tomek sam. W drodze powrotnej zatrzymalismy sie w “Strefie jogi” zeby poczytac jakies ksiazki z biblioteczki i napic sie zimnej, swiezo wycisnietej lemoniady z mieta. Jej smak od razu postawil nas na nogi w upalny dzien :D
Reszte dnia spedzilismy na zmiane plywajac i wylegujac sie :D Tomek jak nigdy nie spi w dzien tak tutaj moglby lezec calymi dniami :P . Caly dzien jednak w glowach mielismy kolejna kolacje :D
W nocy poszlismy polozyc sie na plaze i przy szumie fal ogladac gwiazdy.
Poznalismy tu samych wspanialych ludzi. Wszyscy byli usmiechnieci. Polecamy to miejsce kazdemu, nie tylko osobom w naszym wieku :)

26.09.09
Ze smutkiem spakowalismy swoje plecaki i poszlismy przed wyplynieciem statku jeszcze raz napic sie lemoniady. Daria bardzo ciekawa “przepisu” zapytala czy moze sie przyjrzec przygotowaniu. Starszy dlugowlosy pan, opiekujacy sie strefa jogi zaproponowal, zeby sama ja przygotowala :D Tym samym nauczylismy sie robic pyszna lemoniade, na ktora zapraszamy po powrocie :D

Teraz jedziemy do Fethiye, by wyjechac na glowna droge do Antalyi i dalej kontynuowac nasza udana pod kazdym wzgledem podroz :)
Nastepny przystanek – Cappadocia :)

Za jakis czas dodamy kolejne zdjecia
Pozdrawiamy goraco!

Zdjecia

Widok z promu na miasto Canakkale
IMG_6009

Canakkale
IMG_6014

Urocze miasteczko Ezine
IMG_6022

Jemy winogronka w Ezine
IMG_6030

Assos
IMG_6033

Assos – kobieta sprzedajaca robotki reczne
IMG_6034

Pomost na polu campingowym w Assos
IMG_6038

Obiadek :)
IMG_6046

Jemy granaty – sredniawka:P
IMG_6067

Widok na Lesbos
IMG_6074

Seytan Sofrasi
IMG_6082

Omar, jego kuzyn i Tomek
IMG_6086

Efes – teatr
IMG_6102

Efes
IMG_6145

:)

Turcja!!

Merhaba !

19.09.09
Do granicy z Turcja mielismy jakies 1500m. Chcielismy przejsc ja z buta i lapac stopa dopiero w Turcji. Bez problemow przeszlismy przez grecka, ale do tureckiej mielismy 5 km i byl jakis durny przepis, ze musielismy miec auto zeby przez nia przejechac. Wrocilismy wiec lapac stopa. Szybko zatrzymal sie tirowiec i pomogl nam. Przedtem jednak Daria wyczerpala caly zapas naszej wody, zeby napoic bezdomnego pieska. Musielismy kupic jeszcze wizy co zajelo nam okolo godziny.

W koncu Turcja !!!
Od razu po przejsciu granicy nielapany zatrzymal sie nasz pierwszy turecki kierowca, ktory zawiozl nas 60km dalej. Poczestowal nas gumami o smaku kupy :p.
W miejscu gdzie nas wysadzil czekalismy 5 minut. Juz wtedy wiedzielismy,ze Turcja to kolejny po BiH i Albanii autostopowy raj. Nie spodziewalismy sie jednak doswiadczyc takiej goscinnosci o jakiej niejednokrotnie napiszemy. Pan, ktory nas zabral zatrzymal sie po drodzze dwa razy na stacjach benzynowych. Za pierwszym razem kupil nam cole i wode, a za drugim red bulla. Caly czas sie usmiechal i klaskal w rytm tureckiej muzyki, swoja droga wspanialej muzyki, dzieki ktorej nogi same rwaly sie nam do tanca. Rozmawialismy z nim glownie na migi. Mile rozpoczecie pobytu w Turcji :) )
Pozniej promem z Eceabatu poplynelismy do Canakkale, gdzie przyjal nas Emre z Couchsurfing. Musielismy dzwonic kilka razy, zeby naprowadzil nas na miejsce gdzie mieszka.
Emre mieszka na poddaszu i ma fajny, duzy balkon z widokiem na okolice. Na poczatku bylo nam troche nieswojo bo po wejsciu do mieszkania wlaczyl telewizor i zaczal go ogladac nie do konca nas sluchajac. Pokazal nam nasz pokoj, zostawilismy plecaki i poszlismy przejsc sie po miescie.
W Canakkale nie podobalo nam sie zbytnio. Ot zwykle sredniej wielkosci miasto. Bylo tyle ludzi, ze ciezko bylo nam gdziekolwiek pojsc.
Pozniej gadalismy troche z naszym hostem i z jego kolejnym gosciem z USA. Tak minal nam pierwszy dz\ien w Turcji.

20.09.09
Dzien rozpoczelismy sniadaniem, od ktorego Daria sie poplakala…Jedlismy kanapki z bardzo ostrymi paprykami. Dla Tomka z kolei byly okej :p
Wyszlismy z domu i musielismy przejsc jakies 5km, zeby wyjechac z miasta. Pierwszym stopem dojechalismy do Ezine, malego miasteczka gdzie wszyscy patrzyli na nas jak na swego rodzaju atrakcje turystyczna. Powoli zaczynamy sie do tego przyzwyczajac :) Pozniej dojechalismy do Ayvacik, a stamtad do Assos, starozytnego miasta. Kiedy weszlismy do miasta podziwiajac jego gorna czesc, zatrzymala sie rodzina ze Stambulu. Podwiezli nas droga przy morzu do dolnej, niestety turystycznej czesci miasta. Kiedy odchodzilismy Izzet dal nam swoja wizytowke w razie jakichs problemow z dogadaniem sie z Turkami. Noc spedzilismy na polu namiotowym nad samym morzem. Poplywalismy troche, posiedzielismy na poduszkach rozlozonych na pomoscie i tak nam minal wieczor.

21.09.09
Dzien rozpoczelismy pysznym domowym sniadaniem w jednej z knajpek w Assos(dogadzamy sobie). Daria miala szal na chleb z miodem a Tomek na kanapki z pomidorem :) Z dobrymi humorami i pelni sil ruszylismy do gornego miasta Behremkale(Assos). Mielismy troche do przejscia ale zatrzymalo sie pierwsze auto jadace do gory i podrzucili nas te 2 km. Odstraszyly nas jednak pelne turystow autokary i przestalismy miech ochote na zwiedzanie miasta. Poszlismy wiec lapac stopa w kierunku Izmiru. Nie mielismy na ten dzien zadnych planow zobaczenia czegokolwiek ale los przyniosl nam ciekawe przygody.
Pierwszym stopem dojechalismu do Edremitu gdzie na stacji benzynowej zaczepila nas para:
- Do you need a ride ?
- Jasne a gdzie jedziecie ? :)
Jechali do miejscowosci Allibey za Ayvalikiem. Na mapie wygladalo to ciekawie wiec zabralismy sie z nimi. Jednak po 10 minutach spedzonych w miescie stwierdzilismy ze nie zostaniemy tu na noc i pojedziemy gdzies indziej. jak zwykle odstraszyly nas tlumy turystow. Zachodnia Turcja jest pelna turystow dlatego tez wolimy jak najszybciej jechac do Kurdystanu,ktory wielu kierowcow nam odradza. Wolimy jednak przekonac sie na wlasnej skorze.
Wyszlismy na glowna droge . Zatrzymal sie Omer z mlodszym kuzynem. Nie mogli uwierzyc w to, ze przyjechalismy autostopem az z Polski. Powiedzieli ze moga pokazac nam cos ciekawego :)
Zawiezli nas do gornej czesci polwyspu nadrabiajac przy tym drogi. Miejsce to nazywa sie Seytan Sofrasi czyli w tlumaczeniu Diabelski stol.
Zaprosili nas na kawe do restauracji ,z ktorej rozciagal sie cudowny widok na wyspy i turkusowe morze. Dlugo rozmawialismy z nimi o religii, zwyczajach panujacych w Turcji, Ramadanie, Polsce i innych rzeczach. Omer dal nam swojego maila zebysmy mogli sie z nim skontaktowac. Na koniec powiedzail ze jesli tu kiedys wrocimy to chetnie nas znow ugosci.
Z Ayvaliku zabral nas Turek nie znajacy zadnego znanego nam jezyka. Dogadywalismy sie jedynie na migi i jakos to szlo do momentu az wjechalismy do Izmiru( Izmir z gory, noca wyglada imponujaco). Myslal on ze chcemy zostac na noc w tej metropolii a my wlasnie bardzo chcielismy sie z niej wydostac. Po kilkunastu minutach jakos sie jednak dogadalismy i nasz kierowca zawiozl nas na stacje 20 km za Izmirem w nie swoim kierunku. Ciezko to bywa gdy niektorzy nie znaja chociaz kilku podstawowych slow po angielsku. My juz zdazylismy sie nauczyc podstawowych zwrotow tureckich ale czasem to nie wystarcza.
Nie byl zdenerwowany tym, ze zawiozl nas w nie swoim kierunku. Gdy nas wysadzil poszlismy rozkladac namiot. Po kilku minutach wrocil, podszedl do nas i zaczal z podziwem przygladac sie temu co robimy. Pokazywal na nasz namiot i ze smiechem mowil “hotel, hotel ” :)
Stal tak z nami az skonczylismy rozkladac jakby chcial upewnic sie czy bezpiecznie spedzimy noc.
Na stacji siedzialo kilku panow i kiedy robilismy kolacje poczestowali nas turecka herbata. Mily gest :)

22.09.09
Tego dnia rano znow poczestowali swiezo zaparzonym tureckim çajem. Zjedlismy zdrowe sniadanie- chipsy i goracy kubek :D i poszlismy umyc sie w zlewie. Pracownik stacji zrobil nam jednak prowizoryczny prysznic i moglismy umyc sie w wodzie z weza. Gdy skladalismy namiot dwoch starszych panow, ktorzy mieszkali obok stacji przygladali nam sie i krecili glowami niedowierzajac. Robili do siebie tak zdziwione miny jakby pierwszy raz widzieli namiot :p
Pierwszym stopem dojechalismy do Efezu – ruin starozytnego miasta jonskiego. Peikne miejsce, ktore warto odwiedzic. Ale turystow jest tu od groma.
Zwiedzanie zajelo nam 2 godziny.

Kilkoma nastepnymi stopami dotarlismy do jakiejs wioski 30km przed Aydin skad zabrala nas mila i rozesmiana rodzina. Smiali sie z naszej wymowy tureckich slow i jak niemal kazdy podziwiali nasza wyprawe. nastepnymi mniej ciekawymi stopami dojechalismy na stacje benzynowa 60km przed Mugla. Zapytalismy faceta z knajpy przy stacji czy mozemy rozbic sie z tylu stacji. Powiedzial, ze nie ma problemu i zaprosil nas na turecka herbate.
- I am Tomek, This is Daria, and you ?
- I am Al Pacino . :D :D:D

Porozmawialismy z nim troche i zaprosil nas na sniadanie. Kiedy wieczorem ogladalismy wschodzacy ksiezyc i zajadalismy sie pistacjami podszedl do nas inny pracownik stacji nie mowiacy po angielsku i dal nam klucze do lazienek sluzbowych bysmy mogli sie wykapac w cieplej wodzie. Wreszcie goracy prysznic !!!

Jestesmy zachwyceni jacy ludzie sa dla nas mili i goscinni. To niesamowite uczucie moc poznac taka goscinnosc o jakiej pisali Kinga i Chopin oraz inni podroznicy. Doszlismy do wniosku ze Polacy to jeden z najbardziej ponurych narodow. Zawsze chodzimy ze zwieszona geba, jestesmy dla siebie niemili i malo sie usmiechamy. Ta ponurosc jest jak rak, rozrasta sie do niewyobrazalnych rozmiarow.
Dla tureckiego czlowieka takie zachowania jak poczestowanie herbata czy nadrobienie kilkudziesiecu kilometrow by kogos podwiezc to norma i sprawa honoru. Dla nas to cos nowego dlatego tak zachwycamy sie ich mentalnoscia. Podrozowanie autostopem jest wspaniale. Niewatpliwie w tej podrozy przezywamy jedne z najpiekniejszych dni zycia.

Dzis jeden z kierowcow powiedzial ze trzyma za nas kciuki i sercem jest z nami. To bardzo mile :)

23.09.09
Wstalismy rano i poszlismy na tureckie sniadanie, o ktorym wczesniej mowl Al Pacino :D . Bylo tak dobre, ze od razu polepszyly nam sie humory. Memec(bo tak naprawde mial na imie) powiedzial, ze jego znajomy moze podiwezc nas w kierunku Fethiye. Oczywiscie sie zgodzilsmy i poszlismy szybko zlozyc namiot.
Podczas kolejnego stopa siedzielismy obydwoje w bagazniku podziwiajac uciekajace gory i morze. Kierowca kazde zdanie zaczynal slowami “my friend”, a reszte mowil po turecku :D

Ostatni stop to manager firmy farmaceutycznej. Bardzo dobrze mowil po angielsku. Duzo zartowal i ogolem bardzo fajnie nam sie z nim rozmawialo. Podwiozl nas do Fethiye gdzie siedzimy teraz. Mamy tu gospodarza z Couchsurfing do ktorego zaraz zadzwonimy. Jutro planujemy jechac do Oludeniz skad poplyniemy na Butterfly Valley :)

Güle güle !

Zdjeciaaa:)

Jemy burki- najzajebistsze jedzenie naszej podrozy :D
IMG_5797

Perast (Czarnogora) :
IMG_5820

IMG_5846

IMG_5849

IMG_5855

Pomarancza? zerwana z drzewa ( ogolem zajadamy sie owocami zerwanymi po drodze – super :D )
IMG_5842

Krowa idaca na glownej ulicy w srodku miasta ( Zabljak – Polnoc Czarnogory )
IMG_5863

Jezioro Czarne a w tle najwyzszy szczyt Balkanow – Bobotov kuk
IMG_5883

Kanion Tara
IMG_5901

Rzeka Tara
IMG_5913

Miasteczko Himara w Albanii
IMG_5958

Himara- plaza na ktorej nocowalismy :)
IMG_5959

Daria
IMG_5968

Himara
IMG_5977

Albania – kraj kontrastow
IMG_5984

Tak wyglada nowy spiwor po dwoch tygodniach uzywania…
IMG_5989

Grecja – Daria udaje, ze czyta mape
IMG_6002

:)

Grecja

Czesc, dzieki za mile komentarze :)

Po poltora godzinnym oczekiwaniu w miejscowsci Konitsa, skad pisalismy ostatnia notke zabral nas zolnierz – saper.
Opowiadal o swojej pracy, o tym jak duzo bomb jest nadal na terenie Grecji po II Wojnie Swiatowej.
Podwiozl nas okolo 200km na stacje w Korinos ( 60km od Salonikow ).
Podczas jazdy Daria miala glupawke. Pan saper probowal wyjac plyte, ktora utknela mu w odtwarzaczu. ZAjelo mi to ok 15 minut. Przy kazdej nieudanej probie robil jakies dziwne ohh albo ahh i Daria musiala odwrocic sie do okna, zeby nie wybuchnac smiechem… :p
George poprosil nas o maila, zebysmy dali mu znac, czy wszystko u nas okej jak juz wrocimy do Polski. Ogolem bardzo mily stop.

Na stacji w Korinos czekalismy ponad 3h z przerwa na obiad. W koncu zatrzymal sie student informatyki, z ktorym malo gadalismy. Uraczyl nas za to techno- lupanka, od ktorej Tomek nie czul sie za dobrze :P . Podwiozl na 20km przed Serres.
Stamtad zabral nas Grek na stacje benzynowa na wyjezdzie z miasta Serres. Tam na stacji benzynowej stalismy ok 1,5h. Robilo sie juz coraz ciemniej, a nie bylo wogole miejsca na spanie. Tomek jednak wciaz przeciagal moment zejscia ze stacji i szukania pola. I rzeczywiscie w koncu zatrzymal sie pan- pedant. Przednie siedzenia mial owiniete folia prawdopodobnie po to zeby sie nie wybrudzily.. a z wentylatowrow wg Tomka pachnialo Hamburgerem :D . Nie rozumial nic po angielsku ani po niemiekcku. Nie dalo sie z nim dogadac… Mowil do nas po Grecku, jakby nie rozumial ze nie znamy tego jezyka. W koncu jednak podwiozl nas na stacje, gdzie spotkalismy bardzo uprzejmych ludzi. Pokazali nam gdzie mozemy rozlozyc namiot i gdzie mozemy sie umyc.

Generalnie stopuje nam sie w Grecjii bardzo ciezko, nie ma nawet co porownywac do Albanii czy Bosni gdzie na stopa czeka sie ok 5 minut.

Nastepnego dnia (czyli dzisiaj) znalezlismy sie na trasie do Kavala – strasznie malo uczeszczanej trasie. Przejezdzal obok nas 1 samochod na 5 minut. Poszlismy zrobic zakupy do marketu, zjedlismy pyszne kanapki i nastawilismy sie na kolejne 3-4 godzinne czekanie. Jednak po godzinie zatrzymalo sie mlode hipisowskie malzenstwo z Hiszpanii. Podrozuja od 3 miesiecy ze swoja 7-miesieczna coreczka. Podwiezli nas Do Alexandroupoli skad wlasnie piszemy. Po wyspie Samothraki planuja oni jechac busem az do Indii. Fajni ludzie :)

Caly ten autostop w Grecji traktujemy dosc tranzytowo. Zalujemy ze nie pojechalismy na przyklad przez Kosowo i Bulgarie. Odradzamy Grecje dla autostopowiczow. Ludzie tez nie sa tu mili. Czesto napotykamy krzywe spojrzenia podobnie jak w Austrii.
Pelno nadetych biznesmenow i sztywniakow, ktorzy nie rozumieja idei autostopu i ogolem podrozy chyba tez ;)

Jestesmy 50km od Turcji. Zaraz idziemy przejsc sie po miescie, wypic kawe i poszukac jakiegos miejsca na nocleg. Jutro rano ruszamy w trase do Turcji. Pierwszy stop to Canakkale ,w ktorym znalezlismy juz gospodarza z Couchsurfing.
pewnie stamtad napiszemy cos wiecej.

Pozdrawiamy :)