.nawet zimą nie przestajmy marzyć.

•8 listopad 2009 • Dodaj komentarz

Za oknami pierwsze oznaki, że zbliża się zima…
Rodzice Tomka polecieli na wakacje do Tajlandii więc
mieszkamy sobie razem przez jakiś czas i tym samym podkręcając kaloryfery na full udajemy, że na dworze nic sie nie zmienia ;)
Ostatnimi czasy, żeby totalnie nie zgłupieć zaczełam uczyc się hiszpańskiego. Poza tym stwierdziłam, że może byc kiedys przydatny.

A w naszych głowach wciaż „plany” jakiegos kolejnego wyjazdu. ;) Autostop wszedł nam już chyba w krew. Z Indiami może byc cięzko ze względu na czas pory deszczowej w tamtych rejonach.

Ale to wszytsko sie jeszcze zobaczy. :D

A tu nasz mile wspominany towarzysz podróży :) (Chorwacja)
IMG_5656

A no i piosenka ;)
Klik

Zakończenie

•14 październik 2009 • 2 komentarzy

a 263

Piosenka

Nasza podróż niestety dobiegła końca. Tak jak Iwona napisała w komentarzu,
dobiegła końca tylko fizycznie, bo tak naprawde wciąż żyjemy Turcją i wspomnieniami.
Ciężko jest nam się teraz przyzwyczaić do szarości za oknem i do szarości Polaków.
Myśle, że teraz jesteśmy już innymi ludzmi. Potrafimy cieszyć się nawet z maleńkich rzeczy. Pamiętam jak któregoś razu w Chorwacji znaleźliśmy na czyjejś działce wiadro z deszczówką. Taki prysznic w upalny dzień był dla nas czymś nie do opisania! Czuliśmy się jak nowo narodzeni i mieliśmy dobre humory do końca dnia :) Często też nie mieliśmy czasu na jedzenie, albo nam sie po prostu nie chciało tak byliśmy zaabsorwowani tym co działo sie podczas dnia. I kiedy wieczorem robiliśmy sobie kanapki „łódki” (rozrywany ręka chleb) z papryką i serem nasze podnieienia aż zdawały sie krzyczeć z przyjemności :D

a 245

Poprzez taką podróż nauczyliśmy się radzić sobie samemu w świecie. Wykorzystywaliśmy nawzajem swoje umijetności próbując się po prostu uzupełniać w tym co robimy. Przykładowo Tomek wbijał śledzie, Daria gotowała obiad ;)
Kiedy teraz o tym pisze sam uśmiech ciśnie mi sie na twarz.
Nie da się opisać radości kiedy stoisz w upalny dzień z podniesionym kciukiem do góry i nagle zatrzymuje się kierowca z uśmiechem wołajac „Wsiadajcie!”.

a 249

Tylko dzięki takiemu podróżowaniu można poznać ludzi mieszkających w konkretnych krajach. Nie wyobrażam sobie teraz pojechać na zorganizowaną wycieczke, kiedy jeździ się autokarem z miejsca do miejsca, pstryka pare zdjeć i wraca do domu. Wiele razy mieliśmy okazje poznać historie życia ludzi, których spotkaliśmy, poznać ich zwyczaje, ich zycie rodzinne. Wiele razy doznaliśmy ich gościnności. I niech mi ktoś powie, że „polska gościnność” to nie stereotyp!
Ludzie na Bałkanach kojarza nam się z kolorami, z radością, z prostotą…Za każdym razem czuliśmy się bezpiecznie pod względem pomocy. Wiedzieliśmy, że nawet jak coś się bedzie działo, czy będziemy potrzebowali czyjejś pomocy, możemy prosić o to nawet przechodnia na ulicy. Na tyle osób ile poznaliśmy tylko dwie miały złe zamiary. To jak kropla w morzu…

a 740

Zastanawialiśmy się czasem jakie były wady tego wyjazdu. Nie przesadzajmy, ale żadne. Wydaliśmy tyle pieniedzy ile niektórzy wydają na 2 tygodnie leżenia na leżaku przed hotelem. Bardzo podszlifowaliśmy swoje języki. Nauczyliśmy się o Bałkanach i Turcji więcej niż z jakiejkolwiek książki (po prostu w praktyce). I możnaby tak wymieniać i wymieniać ;)

Tomek, któregoś razu stwierdził, że właśnie odkrył nowy środek transportu – autostop :)
Innym razem pewien człowiek życząc nam powodzenia, powiedział, że teraz wszytskie samochody są dla nas i że możemy pojechać gdzie tylko bedzięmy mieli ochote.

Kiedy wracaliśmy już do domu, myśleliśmy o tym, że będziemy mieli czym pochwalić się naszym wnukom :)

a 724

Uwierzcie nam, to było cudowne, jak nie najpiękniejsze przeżycie w naszym życiu. Zachęcamy teraz niech każdy tego spróbuje :)

I tak na zakończenie pare „statystyk” z naszego wyjazdu:
- przejechaliśmy przez 12 krajów (Cezchy, Austria, Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Albania, Grecja, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Ukraina)
- kapaliśmy się w 5 różnych morzach
- poznaliśmy niezliczoną liczbe świetnych ludzi
- najciężej stopa łapało się w Grecji i w Austrii ( ludzie tutaj patrzyli na nas czasami jak na jakichś wieśniaków czy brudasów, mimo, że brudni nie byliśmy)
- najłatwiej ze stopem było w Turcji tutaj często nie czekaliśmy dłużej niż 5 minut. Czasem właściwie wcale nie łapaliśmy, a ludzie i tak sie zatrzymywali ;P
- nasza podróż trwała dokłądnie półtora miesiąca

Za jakiś czas byc może dodamy jeszcze narysowaną droge naszej podróży na pamie i filmik :)
Dziękujemy wszytskim tym, którzy nas wspierali i czytali.

Autostop uzależnia i chcemy go więcej!
A za rok?… Indie? :)

Powrót do domu…

•14 październik 2009 • Dodaj komentarz

Ze Stambułu nie było tak ciężko wyjechać jak nam się z początku wydawało.
Ale niestety robiło się coraz zimniej i postanowiliśmy wrócić do domu jakimś pociągiem czy autobusem. Smutno nam było poruszać się wracając w ten sposób ale byliśmy do tego zmuszeni ze względu na pogodę. Wracaliśmy przez Bułgarię, Rumunię i Ukrainę.
W Bułgarii zatrzymaliśmy się na 2 dni na Złotych Piaskach . W Rumuni nam się nie podobało. Może dlatego, że natknelismy się na samych wieśniaków. Przykłądowo siedzieliśmy w poczekalni na stacji. I nagle wszedł do środka szczeniak. Oczywiście Daria była w euforii więc zaczeła go wołać do siebie. I chyba zauwazył to jeden z przejezdnych kierowców bo z całej siły kopnał pieska, żeby „wyszedł” z pomieszczenia. Aż nam sie łzy w oczach zakreciły jak to zobaczyliśmy. Później ten sam pan prawdopodobnie zrobił nam na złosć bo tak samo postapił też z innym psem. Było kilka jeszcze takich sytuacji w tym kraju. Czuliśmy się tu raczej źle, dlatego nie chcielibyśmy tam wracać.
Kiedy tylko przekroczyliśmy granice z Ukrainą wszytsko się od razu zmieniło. W autobusie, którym jechaliśmy siedziały same babcie w chustach z zębami na przemian złotymi i srebrnymi :D Częstowały sie nawzajem mortadelą, metką, którą jadły palcami…, jajkami, warzywami :D Wszytsko miało starszny klimat, nie wspominajac o ich akcencie jak z Samych Swoich. Czuliśmy sie jak w domu po prostu. Kiedy ruszyliśmy kierowca zza pazuchy wyjął jakiś alkohol i pytał czy ktos ma ochote się poczęstować :P
Poza tym byliśmy juz coraz bliżej Polski. Bylo nam strasznie smutno. Widzieliśmy przez szybe tą jesień na polach tak podobna jak w Polsce…
Jeszcze niedawo było 25-30 stopni a teraz nagle 5! Okropne uczucie (pozniej po powrocie do domu Daria dostała goraczke i kaszel).

Złote Piaski – Bułgaria

a 418

A tak się imprezuje z nowo poznanymi ludzmi w Turcji ;)

a 295

Stambuł – największe miasto jakie widzieliśmy w życiu

•13 październik 2009 • Dodaj komentarz

Spedzilismy w nim 2 dni i przez ten czas zrobiliśmy pieszo chyba więcej kilometrów niż przez całą naszą podróż :P
Dwie noce spędziliśmy u naszego gospodarza z Couchsurfing w dzielnicy Besiktas po europejskiej stronie miasta. Całe dwa dni chodziliśmy po mieście, nie mogąc się nadziwić wielkością Stambułu. Być może to co zobaczyliśmy to niecałe 5%…
Poruszaliśmy się jak napisałam albo na pieszo, albo autobusami. Z tym drugim było troche gorzej bo wysiadaliśmy tam gdzie wydawało nam sie, że powinniśmy wysiąść co często kończyło sie na tym, że i tak szliśmy piechotą ;)

Pierwsza rzecz, którą chcieliśmy zobaczyć i do której cudem udało nam sie dotrzeć był meczet Blue Mosque (Błękitny Meczet). Przed wejściem musieliśmy zdjąć sandały, a ja musiałam zakryć chustą głowe i ramiona. Pierwszy raz widzieliśmy takie miejsce (nie spodziewając się widoku Hagi Sophii) więc owtorzyliśmy aż usta z podziwu. Uderzyła nas paleta różnistych kolorów ze ścian, podłogi, kolumn. Wszytsko było w pięknych wzorach, aż człowiek nie wiedział na czym ma skupić wzrok. Prawie przez całą szerokość meczetu jakies poł metra nad głowami wisiał wielki żyrandol.

Zdjęcie z internetu:
Blue_mosque_interior_panorama

Dopiero później po wejściu do największego meczetu na świecie – Haga Sophia, Błękitny Meczet wydał nam się mały i dużo mniej interesujący. Sama konstrukcja budowli była dla nas czyms nie do opisania.

a 346

a 356

Na ścianach było mnóstwo mozajek. Całe sklepienie zrobione było przez Michała Anioła. Nie mogliśmy wyjść z podziwu.
Na prawdę warte zobaczenia miejsce :)

Jednak chyba najbardziej podobał nam się Grand Bazar. Mnóstwo korytarzy i przejść. Czuliśmy sie czasem jak w labiryncie i musieliśmy obierać taktyki jak się po nim poruszać :D Na tym bazarze można kupić praktycznie wszytsko, zaczynając na chałw i typowych tureckich słodkości, a kończąc na wiszących lampach i złotych łanćuszkach. Oczywiście musieliśmy kupić jakies drobiazgi najbliższym ;)

a 340

a 341

W Stambule ludzie nie patrzyli już na nas tak jak zwykle jak na jakichs dziwaków. Po prostu wtopiliśmy sie w tłum, tyle było ludzi.
Generalnie mamy bardzo miłe wspomnienia z tego miasta :)

Wybrzezem Morza Czarnego do Stambulu

•6 październik 2009 • 1 komentarz

Z opisanej wczesniej w notce malej miejscowosci zabral nas pewien mily pan. Nie znal zadnych slow po angielski ani niemiecku, ale za to bardzo chcial nauczyc sie jakiegos slowa po polsku. Spodobalo mu sie “herbata” i co jakies pol godziny dopytywal sie co oznacza w naszym jezyku jego çay. Jak to zwykle bywa zaprosil nas na malutka turecka herbatem a po drodze w miasteczku kupil nam chyba z 3 kilo winogron. Smiejemy sie czasami, ze moznaby tutaj przezyc z samej goscinnosci mieszkajacych tutaj ludzi.
Kiedy jechalismy gorskimi drogami nasz kierowca nagle zatrzymal sie i z niedowierzaniem podniosl z ziemii snieg (bylo 25 stopni). My tez zreszta bylismy nieco zszokowani :P

Kilkoma nasteonymi nieco meczacymi stopami dotarlismy 50km przed duze miasto Samsun. Mielismy juz troche dosc kierowcow nie rozumiejacych, ze znamy tylko okolo 10 slow po turecku. Kiedy mowimy im czasem, ze “Anlamadim turce” (nie rozumiemy tureckiego) potrafia 3 razy mowic to samo zdanie zmieniajac po dwa slowa, myslac tym samym ze moze cos zrozumiemy…Mozna miec dosc po pewnym czasie. Czasami robimy juz tylko glupie miny, patrzac im w oczy jak na idiotow. Niekiedy nie da sie inaczej, zeby w koncu zrozumieli. Ktoregos razu Tomek zamiast tlumaczyc po turecku powiedzial po prostu po polsku “kurwa nie rozumiem znowu” i o dziwo podzialalo :D

Troche zniecheceni tym o czym napisalam wyzej zaczelismy lapac kolejnego stopa. Nie wiedzielismy do konca jak to bedzie bo mi9elismy do przebycia naprawde duze miasto.
I wtedy zatrzymal sie pewien pan, ktoy zmienil caly nasz dziec na lepszy. :) Rozumial piate przez dziesiate po angielsku wiec jakos dalo sie z nim dogadac. Robilo sie coraz zimniej wiec postanowilismy ta noc spedzic w jakims tanim hostelu. Zapytalismy go wiec czy moglby cos dla nas znalesc. Powiedzial, ze chetnie zawiezie nas na lotnisko, zebysmy mogli wrocic do Polski. Podziekowalismy mu oczywiscie i powiedzielismy, ze nie mamy na to pieniedzy po drugie lubimy autostop. Na to on odpowowiedzial, ze on moze zaplacic nam za bilety.
Zdecydowalismy jednak, ze zostaniemy przy autostopie ;)
W pewnym momencie nasz kierowca wyjal portfel i dal Tomkowi 100 lir (200zl). Zaskoczony Tomek chcial oddac mu je z powrotem. Na to tamten odpowiedzial, ze to prezent od niego, zebysmy mogli spedzic noc w hotelu. Bylo nam strasznie glupio..
Po wjezdzie do miasta zabral nas do swojego biura. Okazalo sie, ze ma wypozyczalnie samochodow. Poczestowal tam nas herbata i arbuzem. Jak zwykle bylismy ogromna atrakcja, ze wzgledu na to w jaki sposob zwiedzamy Turcje. Jeden z jego kolegow zaproponowal nam mieszkanie, w ktorym mozemy spedzic noc. Nasz kierowca powiedzial, ze chetnie zabierze nas do jakiegos hotelu albo wspomnianego mieszkania. Po krotkim zastanowieniu zdecydowalismy, ze spedzimy noc w mieszkaniu. Po chwili podjechala taksowka. Pozniej tak sie ulozylo, ze nawet sami nie wiemy o co chodzilo. Najpierw z taksowkarzem i jego kolega pojechalismy do rodzinnego domu tego taksowkarza. Tam przywitala nas jego mama mowiaca po niemiecku. Po mimo tego, ze mowilismy ze nie jestesmy glodni zostalismy zaproszeni na pyszna kolacje.. Po raz kolejny tego dnia zostalismy poczestowani herbata ;) (turecka herbata juz chyba weszla nam w krew i bardzo nam jej bedzie brakowalo w Polsce). Po jakims czasie okazalo sie, ze dopiero mamy jechac do mieszkania, w ktorym spedzimy noc. Zabrali nam nas wspomniani taksowkarz z kolega. Po drodze dolaczyla do nas dziewczyna jednego z nich. Wszyscy mieli po okolo 25 lat. Od razu ich polubilismy. Mieszkanie, do ktorego jechalismy wykupili razem jakis miesiac temu. Po drodze wstapilismy do marketu i kupilismy piwa, raki- alkohol turecki i jakies przekaski. Siedzielismy z nimi do pozna w nocy, mimo ze tylko dziewczyna potrafila mowic po angielsku. Swietnie sie z nimi czulismy i zalujemy teraz, ze tak szybko musielismy opuscic nowo poznanych, fajnych ludzi. Wymienilismy sie oczywiscie numerami, zeby moc sie jeszcze skontaktowac.
To byl bardzo udany dzien. Dopiero wieczorem zauwazylismy, ze tego dnia nie kupilismy zadnego jedzenia. Kazdy kierowca czestowal nas czyms, ze praktycznie caly czas bylismy najedzeni. ;)

Teraz jestesmy w Stambule. WIELKIE miasto! Chodzilismy caly dzien od 9 do 20 i jestesmy juz tak zmeczeni, ze nam nogi w dupe wchodza :P Ale jestesmy zadowoleni bo zobaczylismy naprawde duzo ciekawych miejsc. Ale o tym w kolejnej notce :)
Jutro to czego sie najbardziej obawiamy czyli wyjazd ze Stambulu. Ale jakos sobie damy rade ;)

Ps.
Poza ludzmi do ktorych jestesmy przywiazani, ktorych kochamy bardzo brakuje nam muzyki. Przy kazdej nadarzajacej sie okazji gdy jedno z nas pisze notke w kafejce, drugie slucha “swoich” piosenek.
Ps 2. Po wizycie na Grand Bazaar nasze plecaki zwiekszyly swoja wage chyba o 5 kilo ;P

Pozdrawiamy i idziemy spaaac. ;P

Zmiana planow

•2 październik 2009 • Dodaj komentarz

Zwiedzilismy Derinkuyu. Drugie podziemne miasto. Najwieksze z 36 ktore znajduja sie na terenie kapadocji. Zrobilo na nas naprawde wielkie wrazenie.
Tego samego dnia zdecydowalismy ze niestety musimy zmienic plany naszej podrozy.
Nie pojedziemy do wschodniej Turcji, Kurdystanu. Powodem jest pogoda. W miejscach, ktore najbardziej nas interesowaly lezy teraz snieg. Temperatury w nocy osiagaja do -2 stopni. Z naszym jednym sweterkiem i w sandalach raczej byloby nam zimno ;)
Bardzo zalujemy, ze nie zobaczymy wlasnie tej czesci Turcji. Trudno. Napewno bedzie jeszcze okazja. Rozmawialismy sobie luzno o autostopowej podrozy do Indii. Moze przy tej okazji zobaczymy Kurdystan. Ale to narazie daleka przyszlosc ( a moze nie tak daleka ;) )

Podczas tych kilku dni na swojej drodze spotkalismy i dobrych i zlych ludzi. Jestesmy przygotowani na to, ze nie zawsze wszyscy maja wobec nas dobre zamiary.
Gdy jechalismy w strone Kayseri zabral nas tirowiec. Na poczatku wydawal sie bardzo mily. Mimo, ze nie rozumial nic po angielsku jechalo sie z nim bardzo przyjemnie. Poczestowal nas orzechami, kawa i ciastkami. Pomimo to, ze co chwile zerkal w lusterku na Darie nie czulismy zadnego zagrozenia bo tu kazdy facet obserwuje zarowno ja jak i mnie. Przejechalismy tak 100 km. Zatrzymalismy sie w koncu na jakiejs stacji bo Daria chciala isc do toalety. Ja zostalem w aucie a kierowca po minucie od jej wyjscia powiedzial, ze idzie po fajki.
- Spoko, ja tu zaczekam.

Po krotkiej chwili wrocila zdenerwowana Daria. KIerowca zamiast pojsc do sklepu poszedl za nia do toalety w wiadomym celu. KIedy wrocili oczywiscie chcielismy wysiasc. Kierowca jednak przy otwartych drzwiach zaczal ruszac mowiac cos do nas po turecku. Postraszylismy go wiec policja i od razu zostawil nas w spokoju.
Troche zdenerwowalismy sie ta sytuacja, ale juz po niecalej godzinie humory nam sie poprawily. Po chwili lapania zatrzymal sie pewien mily pan. Nie znal angielskiego, ale zadzwonil do swojego przyjaciela, ktory znal niemiecki i mogl w ten sposob sie z nami dogadac. Po chwili okazalo sie ze wiezie nas wlasnie do pana, z ktorym przed chwila rozmawialismy przez telefon.
Uli okazal sie jednym z najbardziej przyjaznych ludzi jakich spotkalismy na swojej drodze. Powiedzial, ze chetnie zawiezie nas na stacje poz miasto, bo powiedzielismy mu, ze spimy na stacjach. Po drodze wrecz na sile kupil nam lody i cole. Powiedzial, ze on tez ma dzieci i wie, ze nasi rodzice martwia sie o nas w Polsce, wiec on o nas zadba.
Zaczelismy szukac stacji, gdzie moglibysmy sie zatrzymac. Kiedy juz znalezlismy odpowiednia zaprosil nas do restauracji na herbate. Zapytal za nas czy mozemy rozbic sie na tylach stacji. Wlasciciel restauracji zaproponowal nam spanie nad restauracja w pustym pomieszczeniu na zlaczonych lawkach. Co za ludzie. Oczywiscie sie zgodzilismy bo na dworze bylo troche zimno. BYlo naprawde bardzo wygodnie :D Czulismy sie mimo to troche nieswojo, bo nie wiedzielismy jak mamy dziekowac im za goscine. Uli na pozegnanie zaproponowal, ze chetnie zaplaci nam za sniadanie, ale na to juz nie moglibysmy sie zgodzic.

Od kilku dni, jezdzimy bardziej bocznymi drogami i poznajemy tureckie zycie od strony malych miasteczek i wiosek. W takim miasteczku znajdujemy sie wlasnie dzis. Kazdy nasz ruch jest rejestrowany czujnym okiem tubylcow.
Dzisiaj kiedy szlismy malym miasteczkiem w czasie powrotu dzieci ze szkoly zaczepila nas 10 – 15 osobowa grupka dzieci. Na poczatku baly sie podejsc, krzyczaly tylko gromkie “Hello” smiejac sie pod nosem. Pozniej jednak podeszly do nas, pytaly skad jestesmy, jak mamy na imie uzywajac podstawowych angielskich zwrotow. Wygladaly na bardzo zainteresowane wrecz podniecone naszym widokiem.
Jeden z chlopcow podszedl i zapytal czy moze zrobic sobie z nami zdjecie.
To bardzo mile doswiadczenie. Czasami jednak w tego typu malych miastach czujemy sie jak ufo :D

Nasza podroz potrwa jeszcze jakies 2 tygodnie. Troche ja skracamy przez ten Kurdystan o ktorym pisalismy na poczatku.
6 – 7 pazdziernika chcemy byc w Stambule. Mamy juz jednego hosta.

Jestesmy bardzo bardzo bardzo szczesliwi :)
Hahaha zimno wam tam w Polsce co ? :D
Pozdro ;p

Cappadocia

•29 wrzesień 2009 • Dodaj komentarz

26.09.09
Kilkoma stopami dojechalismy do miejscowosci Kas, gdzie spedzilismy noc na stacji benzynowej w naszym ukochanym namiocie.
Wypilismy turecka herbate i poszlismy spac.
Tego dnia nie dzialo sie raczej nic ciekawego, poza tym, ze ociekalismy potem bo temperatury w okolicach Antalyi to jakas tragedia (37 stopni).

27.09.09
Z Kas do Antalyi zabrala nas mloda niemiecka para, ktora przyleciala do Turcji glownie, zeby nurkowac. Opowiadali o podwodnych widokach.
Gdy lapalismy stopa w Antalyi zatrzymal sie bus i gdy doszlismy do niego z plecakami ruszyl z piskiem opon…Niebywaly zart.
Z Antalyi do Konyi dostalismy sie jednym, bardzo dlugim stopem z dwoma mezczyznami, ktorzy za kazdym razem gdy kogos wyprzedzali wydawali rozne dziwne dzwieki. Jechalismy do bardzo poznej godziny bo nie moglismy znalezc dobrego miejsca na rozlozenie namiotu. Bolaly nas juz troche glowy od papierosow, muzyki i zmeczenia. Kiedy jechalismy autostrada po obrzezach Konyi w pewnym momencie zatrzymal nas policjant stojacy na poboczu. Nasz kierowca zahamowal i inne auto wjechalo w nas od tylu okolo 70km/h. Na poczatku bylismy w duzym szoku, Darii okulary polecialy gdzies do tylu, a woda ktora trzymala miedzy kolanami wyprysnela nam na twarz podczas wypadku i myslelismy w pierwszej chwili ze to krew.
Na szczescie nic nam sie nie stalo ale nie bylo to przyjemne doswiadczenie.
Zatrzymalismy sie na stacji za Konya i ugoscili nas tam kolejni mili ludzie. Poczestowali nas tradycyjnie juz – tureckim cajem i zaprosili do swojej kanciapy bysmy sie ogrzali. Nie moglismy jednak tam dlugo zostac bo panowie ogladali film, ktorym zachwycali sie co chwile. Cos w rodzaju telenoweli od ktorej prawe pekalismy ze smiechu.

28.09.09
Z Konyi pojechalismy od razu jednym stopem do miasta Nevsehir, gdzie mielismy spedzic noc u hosta z Couchsurfing. Poszlismy najpierw do marketu, zeby zrobic zakupy owocowo-warzywne, bo postanowilismy zrobic jeden dzien jedzac tylko owoce i warzywa.
Spotkalismy sie tam z Alim, naszym hostem. Ali jest adwokatem, zabral nas najpierw do swojej kancelarii, skad zabral nas jego syn Furkan, zeby pokazac nam Göreme i inne tereny Kapadocji blisko miasta. Furkan chyba przechodzil przez okres buntu mlodzienczego. Mowil on co chwile jak bardzo nienawidzi swojego kraju, miasta i tych ” zwyklych kamieni” czyli Kapadocji. Na nas jednak zrobily bardzo duze wrazenie. Naprawde niesamowite miejsce warte odwiedzenia :)
W miedzyczasie pojechalismy z nim na kawe a potem na ciastko. Probowalismy zaplacic ale gdy jestes gosciem Turka nie jest to latwe. Dla nich to kwestia honoru.
Po pracy Ali zabral nas ze swoimi klientami, wlascicielami wielkich fabryk do knajpy oddalonej o 80km od miasta. Bylismy troche sceptycznie nastawieni bo nie przepadamy za towarzystwem biznesmenow. Bylo jednak bardzo milo. Milo bylo odpowiadac na wszystkie ich pytania zwiazane z nasza podroza. Praktycznie caly wieczor rozmawialismy na temat naszej podrozy. Czulismy sie bardzo dobrze jednak gdy zeszlismy na temat religii powiedzielismy ze jestesmy ateistami co poniektorym miny zrzedly.
Niestety atmosfera zupelnie zmienila sie gdy przyjechalismy do domu. Po pierwsze czulismy sie jak w palacu albo jakims muzeum. Przykladowo w lazience zamiast normalnej klapy klozetowej byla poduszka :D
Po drugie bylsmy bardzo zaskoczeni tym jak traktowane sa kobiety w domu. Wiele razy widzielsmy na ulicach muzulmanskie kobiety z zawinietymi glowami ale nie wiedzielismy ze w domu tez musza sie tak zakrywac. Kiedy zaprosili nas do salonu i Daria zaproponowala pomoc w zrobieniu herbaty i przygotowaniu lozek do spania – Ali z synem obruszyli sie i powiedzieli ze jedyne co moze zrobic to sprawdzic jak one to robia ale to ich zajecie.
Gdy Tomek chcial usiasc Ali wrecz wygonil swoja zone z fotela na inne siedzenie zeby zrobic mu miejsce. Czulismy sie bardzo nieswojo.

Takie traktowanie kobiet tylko utwierdzilo nas w przekonaniu ze wszelkie religie nie niosa z soba nic dobrego.
Fajnie jest poznawac zwyczaje innych ludzi ale nie popieramy zadnej z religii.

29.09.09
Wstalismy wczesnie i zjedlismy przygotowane przez zone Aliego tradycyjne tureckie sniadanie. Ali w drodze do pracy podwiozl nas na droge, gdzie sie kierowalismy. Naszym pierwszym przystankiem bylo podziemne miasteczko Kaymakli. Było wykorzystywane od czasów starożytnych. W średniowieczu stanowiło schronienie przed Arabami, a w XIII w. przed Mongołami. Musielismy wziasc ze soba latarke, bo bylo tam mnostwo zakamarkow, do ktorych warto bylo zajrzec. Tak czy siak musielismy sie wspomagac lampa blyskowa z aparatu, bo w mijscach bez oswietlenia bylo bardzo ciemno. Przeciskalismy sie przez waskie tunele, zgarbieni do polowy. Cale miasto zrobilo na nas olbrzymie wrazenie.
Za chwile idziemy zwiedzic nastepne podziemne miasto – Derinkuyu, najwieksze z 36.

Resim 009

Resim 017

Resim 021

Resim 030

Furtan uczy Tomka grac w Backgammon
Resim 025

Kosciol w podziemnym miescie
Resim 053

Resim 058

Resim 062

Resim 071

Butterfly valley – zdjecia :)

•27 wrzesień 2009 • 2 komentarzy

Moczymy nozki w drodze na plaze
IMG_6175

Iii… doplywamy :D
IMG_6181

Tomek przed naszym domkiem
Tomek przed naszym domkiem

Nasz bungalow z widokiem na plaze
IMG_6185

W srodku
IMG_6184

Odpoczywamy po plywaniu :p
IMG_6242

Widok z naszego “okna”
IMG_6234

Mapa Butterfly
IMG_6187

Waluta Butterfly
IMG_6235

Widok na tylna czesc wawozu i z tylu droga na wodospad
IMG_6217

Wspinamy sie na wodospad
IMG_6201

IMG_6209

Tomek
IMG_6205

Jak w bajce:P
IMG_6244

IMG_6262

IMG_6269

Czesc wodospadu
IMG_6277

Strefa jogi rano, kiedy wszytsko jest zlozone
IMG_6284

Pijemy lemoniade
IMG_6281

Banany :)
IMG_6293

Zdjecia wcale nie oddaja tego jak tam bylo..

Butterfly Valley – raj na Ziemii

•26 wrzesień 2009 • 2 komentarzy

23.09.09 dalsza czesc
Po krotkiej wymianie smsow spotkalismy sie z naszym gospodarzem z Fethiye – Burcakiem.
Minibusem dojechalismy do jego domu na obrzezach miasta. Przywitala nas tam jego mama. Nie spodziewalismy sie ze ugosci nas cala rodzina. Troche rozmawialismy, a w tym czasie jego mama przygotowywala kolacje. Byla tak kochana, ze uwzglednila nawet to, ze Tomek nie je miesa i przyrzadzila dodatkowe danie. Bylo przepyszne!
Daria jako fanatyczka malych zwierzatek byla zachwycona bo Burcak mial w domu mala 3 tygodniowa kaczuszke, ktora znalazl gdzies na ulicy i sie opiekowal.
Po kolacji pojechalismy przejsc sie po Fethiye. Pierwszy raz w zyciu widzielismy pelikany :D Pozniej usiedlismy w knajpce i wypilismy po piwie (Daria caffe latte, bo to taki szal ostatnio :p ).
Bardzo polubilismy Burcaka. Wszyscy traktowali nas w domu jak czlonkow rodziny. Czulismy sie z nimi naprawde swietnie. Na pewno nie stracimy z nimi kontaktu.

24.09.09
Rano dostalismy sie do miasteczka Ölüdenız, gdzie mielismy statek na Butterfly valley. Po drodze plynac moczylismy nogi w cudownie goracej wodzie… Kiedy doplynelismy od razu podeszla do nas kobieta, ktora powiedziala nam gdzie mamy sie kierowac jesli chcemy zostac na noc. Oczywiscie poszlismy za nia :) Od razu nam sie tu spodobalo. Klimat jest niesamowity. Mielismy do wyboru noc w namiocie albo w bungalow- drewnianym domku z sufitem z palmowych lisci i ze bambusowymi scianami. Gdy podwinelo sie bambusowe sciany do gory, rozposcieral sie widok na cala plaze… Osoby zamieszkujace wawoz to rastamani- wegetarianie. Wszyscy byli nastawieni pozytywnie do zycia. Caly wawoz tworzyl swego rodzaju wioske mlodych ludzi. Wszedzie chodzily kury z pisklakami, owce i inne zwierzaki. Z glosnikow lecialy pozytywne rytmy, nie dalo sie byc smutnym :) ) Mimo to ciezko przekazac komukolwiek atmosfere jaka tam panowala- zarowno slowami jak i zdjeciami.

Zostawilismy plecaki w naszym nowym domku i poszlismy poplywac na ABC. Woda byla nieziemska, a zycie pod nia jeszcze lepsze. Kolorowe ryby plywaly tuz przed naszymi twarzami. Bylismy zachwyceni i co chwile sciskalismy sie za rece, zeby pokazac sobie w ten sposob nowe zyjatka pod woda. Po wyjsciu z wody poszlismy spac na 2h, co nam sie wczesniej nie zdarzylo. Chyba tak zadzialal na nas chilloutowy klimat wioski. Pozniej poszlismy w glab wawozu, by zobaczyc wodospad. Zaczelo sie robic troche ciemno wiec postanowilismy wrocic tam jutro i dojsc do konca. Po drodze zobaczylismy kraba w wodzie w ktorej brodzilismy (dolna czesc wodospadu). Czulismy sie troche jak w dzungli bo z kazdej strony otaczaly nas gory i geste drzewa.
Po powrocie poszlismy na wegeterianska, samoobslugowa kolacje. Byla tak pyszna, ze nie moglismy przestac jesc :D Jak to piszemy to slinka nam cieknie. Menu skladalo sie z swietnie doprawionych warzyw i pysznego ryzu.

25.09.09
Do 11 mielismy sie wymeldowac ale bylo tak wspaniale, ze postanowlismy zostac na jeszcze jedna noc :) ) Po pyyysznym sniadaniu poszlismy obejrzec w swietle dziennym wodospad. Zeby do niego dojsc musielismy wspinac sie po mokrych skalach, uwazajac zeby nie spasc. Doszlismy do momentu wytrzymalosci leku wysokosci Darii, a reszte drogi przeszedl Tomek sam. W drodze powrotnej zatrzymalismy sie w “Strefie jogi” zeby poczytac jakies ksiazki z biblioteczki i napic sie zimnej, swiezo wycisnietej lemoniady z mieta. Jej smak od razu postawil nas na nogi w upalny dzien :D
Reszte dnia spedzilismy na zmiane plywajac i wylegujac sie :D Tomek jak nigdy nie spi w dzien tak tutaj moglby lezec calymi dniami :P . Caly dzien jednak w glowach mielismy kolejna kolacje :D
W nocy poszlismy polozyc sie na plaze i przy szumie fal ogladac gwiazdy.
Poznalismy tu samych wspanialych ludzi. Wszyscy byli usmiechnieci. Polecamy to miejsce kazdemu, nie tylko osobom w naszym wieku :)

26.09.09
Ze smutkiem spakowalismy swoje plecaki i poszlismy przed wyplynieciem statku jeszcze raz napic sie lemoniady. Daria bardzo ciekawa “przepisu” zapytala czy moze sie przyjrzec przygotowaniu. Starszy dlugowlosy pan, opiekujacy sie strefa jogi zaproponowal, zeby sama ja przygotowala :D Tym samym nauczylismy sie robic pyszna lemoniade, na ktora zapraszamy po powrocie :D

Teraz jedziemy do Fethiye, by wyjechac na glowna droge do Antalyi i dalej kontynuowac nasza udana pod kazdym wzgledem podroz :)
Nastepny przystanek – Cappadocia :)

Za jakis czas dodamy kolejne zdjecia
Pozdrawiamy goraco!

Zdjecia

•23 wrzesień 2009 • 3 komentarzy

Widok z promu na miasto Canakkale
IMG_6009

Canakkale
IMG_6014

Urocze miasteczko Ezine
IMG_6022

Jemy winogronka w Ezine
IMG_6030

Assos
IMG_6033

Assos – kobieta sprzedajaca robotki reczne
IMG_6034

Pomost na polu campingowym w Assos
IMG_6038

Obiadek :)
IMG_6046

Jemy granaty – sredniawka:P
IMG_6067

Widok na Lesbos
IMG_6074

Seytan Sofrasi
IMG_6082

Omar, jego kuzyn i Tomek
IMG_6086

Efes – teatr
IMG_6102

Efes
IMG_6145

:)