Plażowo, krewetkowo, kokosowo !

Raz, dwa i przekraczamy bez problemów Tajską granicę. Nie wiem właściwie dlaczego byliśmy tacy zaskoczeni, być może spodziewaliśmy się, że skoro i morze to i płaskie tereny, ale nie! W górę i w dół i w koło i w koło te małe pagórki naprawdę wyssały z nas ostatnie siły mocno wyczerpane po Kambodży. Zatrzymaliśmy się więc bardzo szybko, w pierwszej wiosce, która stanęła nam na drodze – Khlong Yai. I zostaliśmy oczarowani… Jeszcze na rowerach, nawet nie znaleźliśmy jeszcze noclegu a już nie mogliśmy się powstrzymać, żeby nie zapuścić się w sieć wąziutkich, zacienionych uliczek, właściwie pomostów, pod którymi cicho chlupotała woda. Im dalej się zagłębialiśmy, tym bardziej zbliżało się do nas morze, zapach ryb, a w coraz szerszych kanałach kolorowe łodzie czekały na kolejny dzień pracy. Mijani ludzie pozdrawiali nas naprawdę ciepło, nie odrywając się od skrobania ryb, naprawiania sieci czy reperowania narzędzi kiwali nam z uśmiechem głowami. Niesamowity klimat, cisza i spokój, przepyszne straganowe przysmaki. Tajlandio, nie mogłaś powitać nas lepiej!
Jak żałujemy teraz, że w Khlong Yai zatrzymaliśmy się tylko na tę jedną noc, wydawało nam się, że to jedno z typowych nadmorskich miasteczek, które jeszcze zobaczymy. Ale niestety, okazało się, że było jedyne w swoim rodzaju.

DSC02647

DSC02644

DSC02648

DSC02650

DSC02655

DSC02657

DSC02658

A oto kolejne małe szczęście, natknęliśmy się przypadkiem na te urocze ryby, poskoczki mułowe, które żyją tak sobie skacząc w błocie i kopiąc mini baseny. 🙂
DSC02660

DSC02661

DSC02663

DSC02665

A wieczorem czas na targ i zimnego kokosa! 😉

DSC02672

Następnego dnia zupełnie nie w naszym zwyczaju, bo już po wschodzie słońca, wstaliśmy z łóżka i poszliśmy na targ po zapasy jedzenia. Wypełniony po brzegi worek na wodę przyczepiliśmy do roweru i powoli ruszyliśmy dalej. Z drogi przyglądaliśmy się spokojnemu morzu i kiedy tylko widzieliśmy jakiś zjazd od razu skręcaliśmy, żeby sprawdzić czy uda nam się znaleźć coś ciekawego. I tak trafiliśmy na knajpkę bez nazwy tuż nad samą wodą, gdzie zdecydowaliśmy się odpocząć, po kilkunastu kilometrach zaledwie 😉 i coś zjeść. Może przy okazji napiszę o tym, że nasz wegetarianizm już dawno przestał istnieć ze względu na to, że z dnia na dzień coraz bardziej lubimy owoce morza, szczególnie tutaj, takie świeże i przygotowane z taką wprawą… Ach! Na obiad zamówiliśmy więc sałatkę z zielonej papai z owocami morza i do tego smażony ryż z … owocami morza. 🙂

DCIM100GOPROGOPR0262.

DCIM100GOPROGOPR0266.

Tego dnia zatrzymaliśmy się na noc na plaży w namiocie. Jedyni ludzie jakich spotkaliśmy to kobiety żyjące tuż nieopodal, które zbierały przy wodzie jakieś stworzonka do wiaderek. Rozbiliśmy się i od razu wskoczyliśmy do wody, która okazała się tak niesamowicie ciepła, ze w sumie chłodniej nam było na powietrzu. 🙂 Zjedliśmy makaron i czytając na głos wspólnie książkę cieszyliśmy się pięknym zachodem słońca. Kiedy tylko zrobiło się ciemniej z jamek na plażę wyszło milion śmiesznych krabów. Wydaje nam się, że musieliśmy się rozbić na paru wyjściach z jamek bo kiedy tak leżeliśmy w ciszy nagle coś się zaczęło pod naszymi karimatami ruszać, skrobać i wydawać jakieś rozzłoszczone odgłosy. Później chyba na złość jeden z największych krabów, próbował się wspiąć na nasz namiot, skrobiąc przy tym niesamowicie. Szum wody ukołysał nas do snu, a gwiazdy nad głowami migały wesoło.

DSC02675

DCIM100GOPROGOPR0271.

Dużo w ostatnich dniach mamy słońca, morza i ciepła. I tak kolejnego dnia zatrzymaliśmy się w miasteczku, z którego można wybrać się na Ko Chang, a widok z naszego pokoju i tarasu był taki:

DCIM100GOPROGOPR0276.

DSC02679

DSC02678

Naprawdę przyjemnie nam się tutaj pedałuje, przyjemnie zatrzymywać się sto razy przy drodze, przy kolejnym straganie z jedzeniem, żeby tylko „sprawdzić” co oni tam znowu gotują. I dni płyną nam dosyć spokojnie, nie jeździmy wcale daleko, ale czujemy, że potrzeba nam chwilę przerwy, bo właśnie uświadomiliśmy sobie, że nie było jeszcze dnia kiedy nie jeździlibyśmy rowerem, nawet w Phnom Penh, gdzie zatrzymaliśmy się przecież na tak długo.

DSC02680

A to jeden z naszych ulubionych przysmaków, taka niepozorna, lekko przypalona rurka bambusowa…
DSC02682

… ale kiedy tylko się ją obierze, w środku znajduje się przepyszny klejący, kokosowy ryż z fasolą. O rety, mniam!
DSC02684

A dziś na kolacje kupiliśmy świeże krewetki i usmażyliśmy w czosnku i chilli. Też było pycha! I znów piszemy o jedzeniu, ale co zrobić 🙂 Pozdrawiamy wszystkich ciepło!

DSC02686

DSC02688

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s