Siem Reap i świątynie Angkoru

Na granicy Tajlandii z Kambodżą celnik słuchając radia śpiewa na głos przeglądając moj paszport. Kiwa głową, że wszystko okej i nie patrząc na mnie krzyczy i pospiesza kolejną osobę w kolejce. Ulica pełna jest ludzi, są wszędzie. Krzyczą, trąbią, namawiają turystów do zakupu falszywych wiz, pchają z trudem wypełnione po brzegi, drewniane wózki. Kupujemy wizy za 30 dolarów, plus 100 bathów mówi policjant, wszystko dzieje się tak prędko, niemal wyrywa mi pieniądze z ręki i nie wiem czy nas nie oszukuje. Nie lubimy granic, uciekamy szybko i już jesteśmy na zakurzonej drodze, w Kambodży!
Naprawdę przyjemnie jechało nam się do Siem reap, pogoda nam sprzyjała bo niebo było zachmurzone i słońce nie grzało tak bardzo. Przy samej drodze pełno jest wiosek i zawsze miło popatrzeć jak toczy się życie, jak dzieci najpierw machają nam jadąc do szkoły a później wracając na przerwę. Staramy się machać i odkrzykiwać na każde przyjazne hello, ale czasami nie wiemy już czy to ta wystająca z jeziora głowa, czy dzieci zza krzaka czy może jeszcze ktoś inny. Przy drodze oprócz wody i paliwa można kupić różnego rodzaju insekty więc staramy się jeść duże śniadania. 🙂 Powoli przyzwyczajamy się też do tego, że w Kambodży obowiązują dwie waluty, dolar i riel. Można płacić i wydawać na przemian albo mieszając je, jak komu wygodnie. Jeżeli ktoś wybiera się do Kambodży radzimy przyglądać się banknotom, wystarczy małe rozdarcie i nikt już tego nie przyjmie…
W każdym razie dojechaliśmy do Siem Reap, najbardziej turystycznego miejsca w Kambodży i wśród tego zatrzęsienia hoteli znalezienie pokoju za rozsądną cenę zajęło nam wieki. W końcu nam się jednak udało i za cenę dwójki dostaliśmy pokój rodzinny z balkonem! 🙂 Samo centrum miasta to turystyczne ghetto rozrywkowe, można na przykład dać rybkom obskubać sobie pięty, wypić kolorowego drinka albo potańczyć do rana. W sumie zamiast irytować strasznie nas to rozśmieszyło.

DSC02398

Ceny jedzenia są niesamowicie wywindowane więc strasznie ucieszyliśmy się kiedy w końcu udało się Tomkowi naprawić naszą kuchenkę, która zepsuła się na samym początku podróży. Zrobiliśmy najlepszą tajską zupę świata z tofu i grzybami! 🙂

DSC02448

DSC02450

DSC02455

Następnego dnia wcześnie rano z czołówkami na głowach pojechaliśmy rowerami zobaczyć to co przyciąga tutaj wszystkich turystów, co sprawia, że to miejsce jest takie wyjątkowe. Jeszcze po ciemku mijały nas już wypełnione riksze, żeby obejrzeć wschód słońca przy najsłynniejszej świątyni Angkor Wat. Od razu skręciliśmy w przeciwną stronę, żeby nacieszyć się tym magicznym miejscem zanim dotrą do niego autokary. Cóż, sami w pewnym sensie tworzymy ten tłum, ale jednak spacer w świątyniach, kiedy nikogo jeszcze nie ma, gdy słychać tylko dzwięki natury robi naprawdę duże wrażenie. Największe wrażenie zrobiły na nas detale, te duże i małe kiedy podchodząc blisko do ścian dostrzegasz jak dużo pracy zostało włożone w budowę poszczególnych części kompleksu.Ilu niewolników potrzeba było by tak naprawdę spełnić ambicje różnych władców? Świątynie robią wrażenie jakby zbudowane były z klocków, które rozsypać by się mogły od najmniejszego podmuchu, a stoją już tak, niektóre nawet od 1200 lat. Teren jest naprawdę ogromny, w dwa spędzone tutaj dni zrobiliśmy niemal 90km, a przecież zobaczyliśmy tak niewiele, biorąc pod uwagę jak wiele jest do zobaczenia. Tak odnośnie organizacji samego kompleksu to naszym zdaniem liczba turystów powinna być limitowana a pojazdy silnikowe zabronione.W zamian powinni wypożyczać rowery,a dla osób starszych w wersji elektrycznej. To co dzieje się w tym miejscu o pomstę woła. Stoi mnóstwo znaków aby nie krzyczeć przy świątyniach a tymczasem od godzin porannych do zmierzchu, klaksony, krzyki nie przestają milknać a wraz z tym nie da się właściwie poczuć magii tego miejsca.

DSC02357

DSC02368

DSC02380

DSC02383

DSC02387

DSC02391

DSC02401

DSC02413

DSC02421

DSC02423

DSC02424

DSC02430

DSC02434

DSC02438

DCIM100GOPROGOPR0193.

Popołudniami krążyliśmy po obrzeżach miasta, gdzie turystyka nie jest aż tak widoczna, na targach piliśmy sok z trzciny cukrowej podawany w reklamówce, jedliśmy makaron smażony z ulicznych stoisk.
A jutro już jedziemy dalej. W kierunku stolicy. Pozdrawiamy!

DSC02396

DSC02445

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s