Przed wyjazdem braliśmy pod uwagę różne czarne scenariusze. Co zrobimy w przypadku kontuzji, któregoś z nas. Co gdy po prostu nie damy rady fizycznie albo ugryzie nas jeden z południowoamerykańskich szarików. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę tego co zrobimy jak ukradną nam rowery. Stało się i to w najbardziej nieoczekiwanym miejscu. Na terenie hostelu otoczonego z każdej ze stron wysokim murem.
Rozbiliśmy się na noc w hostelu na polu namiotowym w cichej wiosce w pobliżu wulkanu, który nazajutrz mieliśmy zdobyć. 3 metry obok namiotu postawiliśmy złączone ze sobą łańcuchem rowery a gdy rano wstaliśmy po rowerach nie było śladu.
– Daria gdzie są nasze rowery?
Właśnie gramoliłam się ze śpiwora, zaspana o 6 rano.
– Nie martw się, pewnie właścicielka gdzieś je schowała na noc, nie raz już tak było… Nikt ich jednak nie schował. Zniknęły. Została po nich tylko drabina oparta o mur i rozcięty nad nim drut. Policja, przesłuchania, ile macie lat i próby wymówienia naszych nazwisk. Potem jazda do miasta na komisariat, gdzie dowiedzieliśmy się, że w sobote nie można przeprowadzić śledztwa. Mamy czekać do poniedziałku, a w między czasie wydrukować parę zdjęć rowerów i porozwieszać na słupach w mieście…
Cóż, nie przewidzieliśmy tego. Cały dzień włóczymy się z kąta w kąt, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Co dalej? Nagle wszystko jest istotne, to że zamiast plecaków mamy sakwy , z którymi nie da się sensownie podrózować nie mając roweru to że 80% naszych ubrań jest typowo na rower. Mieliśmy tyle planów, tyle dróg chcieliśmy przejechać. Tak się cieszyliśmy, że po raz kolejny niedługo przekroczymy granicę z Kolumbią, o własnych siłach, przez Andy. To był dzień kiedy radowaliśmy się, że 2000km po górach za nami. Byliśmy tacy dumni, że nam się udało.
Pieniądze nie są najistotniejsze tutaj, tylko serce, które włożył Tomek w te rowery, kiedy wybierał każdą drobną część osobno, były dla nas wyjątkowe. Nasze. I targają nami sprzeczne emocje, gniew, smutek, a po chwili po prostu nic, pustka w głowie. Ktoś musiał nas widzieć wjeżdżających z sakwami do wioski, wiedział, że to nasz środek transportu, nasze życie. Ale wola pieniądza była silniejsza.
Nie mamy zbyt wielkiego wyboru jak czekać do poniedziałku. Czekać i szukać czegoś co wypełni to puste miejsce w nas. Idziemy na spacer i każda mijająca nas osoba wydaje się podejrzana, każda twarz może być właśnie tą, każdy pick up wiezie na pace nasze rowery. Bardzo ciężko będzie się podnieść po takim ciosie. Ale mamy siebie. Trzeba iść do przodu.
Pozdrawiamy.

4 Komentarze

  1. Dziekujemy Wam bardzo za slowa wsparcia 🙂 Jestescie kochani!

    29 stycznia 2014 o 21:30

  2. Aga

    to takie smutne..ze tez akurat Wam:( ech..mam nadzieje,ze rowery sie znajda! póki co trzymajcie sie cieplutko i uszy do góry !

    24 stycznia 2014 o 0:48

  3. pyza

    Trzymajcie się Kochani. To musi być ciężkie doświadczenie, a zarazem jakaś lekcja życiowa.. Jak mawiają Wielcy.. „nie ważne co ci się przytrafia, ważne jak na to reagujesz.” Współczuję wam bardzo ale wiem, że wszystko będzie dobrze. Ściskam Was mocno!

    19 stycznia 2014 o 15:53

  4. Jakub

    To bardzo smutne co was spotkało 😦 Ale nie możecie się podać! Walczcie o te piękne chwile które już za Wami i przed Wami, z rowerami czy bez, wiem że dacie radę! Nie pozwólcie by to zniszczyło wasze marzenia. Ogromne słowa wsparcia z Wrocławia!

    18 stycznia 2014 o 23:42

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s