W drodze do Tajlandii

Wyjazd z Phnom Penh był jaki był, zupełnie jak jazda przez ogromną fabrykę pełną pyłu, z dziurawymi drogami i pourywanym asfaltem. Żałowaliśmy, że nie kupiliśmy masek na twarz bo podczas tego odcinka zebraliśmy na sobie warstwę kurzu ze wszystkich edycji woodstocku razem wziętych. Następnego dnia, parę kilometrów za Takeo (przyjemne, ciche miasteczko nad jeziorem) droga zmieniła się nie do poznania – wiodła nas przez wioski pełne kambodżańskiego uroku. To w sumie pierwszy dzień ,w którym krajobrazy robiły na nas jakiekolwiek wrażenie bo szczerze mówiąc żaden dzień jazdy z minonych 3 tygodni nie może się nawet równać z typowym dniem w Ekwadorze czy Kolumbii.

DSC02606

DSC02615

I wreszcie dojechaliśmy na wybrzeże! Tego z kolei w Ameryce Południowej nam brakowało. Może trochę nie chciało nam się zjeżdżać z 3000m n.p.m jakiekolwiek by ono nie było bo to oznaczało mozolny powrót.
Zatrzymaliśmy się w Kep, miasteczku, które słynie z połowu krabów. Wielkimi fanami mięsa krabów nigdy nie byliśmy ale to co nam podano przeszło nasze wszelkie oczekiwania. Za 5 dolarów na osobę dostajemy po 3 średniej wielkości kraby. Daria grillowane, ja smażone w sosie ze świeżego pieprzu i czosnku. Długo zajmuje nam dobranie się do mięsa bo my nie obyci jeszcze w tej kwestii 😉 Było jednak warto się ubabrać bo kraby z Kep to zdecydowanie najlepsze co zjedliśmy w Kambodży. Na kolację poprawiamy grillowaną rybą i kalmarami, oglądamy zachód słońca i rybaków przygotowujących sieci a potem kładziemy się spać szczęśliwi. Bo Daria i Tomek lubią zjeść i lubią pooglądać zachody nad wodą 😉

DSC02622

DSC02633

DSC02626

DSC02631

Następnego dnia przejeżdżamy jedynie 30km do Kampot – miasta nad rzeką słynącego z wyluzowanej atmosfery. Zatrzymujemy się za miastem w prostych bungalowach z knajpką na rzece a wieczorem jedziemy rowerami do miasta i szczerze mówiąc nie rozumiemy tych zachwytów. Kampot to miasto jak każde inne w Kambodży. Znowu czujemy się jak by z niczego zrobiono atrakcję. To tak jakby Nowa Sól w województwie lubuskim była atrakcją turystyczną bo przepływa przez nią rzeka.


Daria robi bagietki na drogę 🙂

DSC02635

Po Kampot przyszedł czas zmierzyć się z największymi górami( o ile można to tak nazwać) od początku tej podróży.
250km do granicy z Tajlandią rozłożyliśmy sobie na 3 dni a mimo to przysporzyła nam ta droga nie małych trudności i nie mniejszych bólów mięśni. Największe wzniesienie na drodze miało 370m n.p.m.
Takie górki rok temu robiliśmy chcąc pojechać na miasto z jednego z hospedaje ;). W Kambodży jednak brak kondycji w połączeniu z ogromnym upałem dał o sobie znać. Wiatr w twarz też nie był zbyt pomocny i do miasta Koh Kong na granicy z Tajlandią dojechaliśmy totalnie padnięci.

Gotujemy obiad przed homestayem ,w którym zostaliśmy po drodze.
DSC02637

DSC02640

W górę, w dół, w górę, w dół…
DCIM100GOPROGOPR0249.

Niestety żadnych nie widzieliśmy, ale udało nam się zobaczyć dwa tukany w locie 🙂
DCIM100GOPROGOPR0250.

Czasem trzeba było pchać 😉
DCIM100GOPROGOPR0252.

Teraz czeka nas parę dni, a może tygodni jazdy wzdłuż najmniej turystycznego wybrzeża Tajlandii. Pozdrawiamy 🙂

Reklamy

2 Komentarze

  1. No my też niestety nie wiedzieliśmy. A jak Ci się Koh Chang podoba ? Uważaj na kierowców w Kambodży bo mają trochę nasrane we łbach…
    Powodzenia 🙂

    20 grudnia 2014 o 15:16

  2. Wygląda na to,ze sporo forumowiczów wywialo w tym roku do Azji.. Szkoda, że nie wiedziałam o was wcześniej, robię dokłądnie tą samą trasę tylko w przeciwną stronę. I dlatego odpoczywam na wyspie Ko Chang, żeby te górki w Kambodzy moc pokonać.. powodzenia!

    20 grudnia 2014 o 12:47

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s