Archive for 19 września 2010

Mcleod Ganj

Pobyt w Mcleod Ganj to dla nas przede wszystkim spacery wśród chmur przerywane pysznymi tybetańskimi posiłkami, zachwycanie się pierwszy raz widzianymi zwierzętami i odwzajemnianie uroczych uśmiechów mnichów.

Spędziliśmy tu 4 dni i gdyby nie spacery za miasto i jeden krótki trekking który odbyłem mielibyśmy dość po 2 dniach.
Spodziewaliśmy się cichego miasteczka na zboczu wzgórza, miejsca spokojnego z mnichami przechadzającymi się wśród uliczek. Mnisi owszem byli ale zupełnie znikali w tłumie białasów.
Zatrzymaliśmy się w przemiłym hotelu należącym do klasztoru. Czysty pokój z dzieloną łazienką kosztował nas 150 INR(9zł za 2os). Codziennie rano budziły nas śpiewane mantry sprzątającego chłopaka, którego uśmiech był najszczerszy na świecie, można się było nim zarazić 😉 Byliśmy pod wrażeniem tego jak bardzo pogodni są ci ludzie. Kiedy przyszło nam płacić recepcjonista zapytał ile właściwie dni tu spędziliśmy… 🙂

W Mcleod Ganj, Daria spełniła swoje małe marzenie. Podczas jednego ze spacerów za miasto zobaczyliśmy olbrzymiego, szybującego nad naszymi głowami orła. Aż piała z zachwytu 🙂
Innego dnia widzieliśmy mangustę a ja podczas mojego samotnego trekkingu widziałem jakieś bliżej niezidentyfikowane małpy.
Przeszedłem 16 km przez dwie malowniczo położone wioski, z 4 domami na krzyż, z kobietami piorącymi swoje sari w dziurawych miskach. W jednej z wiosek zostałem poczęstowany herbatą a gdy chciałem zapłacić gospodyni odmówiła stanowczo. Później obserowałem hindusów biorących kąpiel w górskiej rzece. Dla tego trekkingu warto było przyjechać do Mcleod.

Kuchnia tybetańska to kolejna rzecz, która nas tu zauroczyła. Wegetariańskie momosy, makaron chowmein i paratha popijane najlepszym indyjskim chaiem jaki piliśmy to właściwie nasze codzienne menu. Strasznie będzie nam tego jedzenia brakowało.
Co do jedzenia to jesteśmy nieco wystraszeni bo wyczytaliśmy, że Indonezja to całkowite przeciwieństwo Indii jeśli chodzi o wegetarianizm. Nawet Lonely Planet pisze, że wegetarianie będą mieli ciężki przeżycia w Indonezji. Wygląda na to, że będziemy ciągnąć 2 miesiące na ryżu i owocach 😉

***

Dzisiejszy dzień spędzamy w Haridwarze miejscowości, w której byliśmy już wcześniej z Kasia i Przemem. Kiedy opuszczaliśmy to miejsce słanialiśmy się od słońca i żaru lecącego z nieba. To co zastaliśmy dzisiaj totalnie nas zaskoczyło. Ulice toną w wodzie. Ludzie brodzą po kolana w rwącej rzece niosącej ze sobą wszystko co napotkała na swojej drodze. Szukając hotelu przemokliśmy do suchej nitki w deszczu, który pada tu nieustannie od czterech dni…

*** Dodaliśmy nowe pozycje do działu wege smaki 🙂