Archive for Sierpień, 2010

Pushkarska herbata.

Pushkar nas nie zachwycił ale też nie odrzucił.
Po wszystkich tych opiniach na forach internetowych, że Pushkar to miejsce spokojne gdzie jedzie się odpocząć od zgiełku Indii, bardzo nas do Pushkaru ciągnęło. Tym bardziej, że potrzebowaliśmy właśnie chwili na to by odetchnąć od indyjskich riksz, naganiaczy i żebraków. Wszystko to jednak w Pushkarze ma miejsce ale jest w postaci trochę łagodniejszej.
Może trochę się przeliczyliśmy, może po prostu w Indiach od tego nie da się uciec ? Liczymy na to, że w Himachal Phradesh będzie jeszcze spokojniej.
Nie to, że nie lubimy głośnych Indii. Po prostu potrzebujemy trochę spokoju. W Pushkarze odpoczęliśmy ale nie w 100%.

Całe miasto otoczone jest wzgórzami a w jego środku znajduje się święte jezioro.
Święte jezioro w Pushkarze i widok zanurzających się w nim wiernych robi naprawdę duże wrażenie.

3 dni minęły nam na leniuchowaniu i przechadzaniu się po głośnych bazarach…
– Yes sir!! Your name madam?? Your country?? Yes, please. You welcome in my shop! Good Hash sir !

Czas w Pushkarze minął nam jednak przede wszystkim na jedzeniu i piciu świeżo wyciśniętych soków.
Nie to, żeby tutaj było jakieś szczególne jedzenie. My po prostu lubimy pojeść 😉
Ale soki są bajeczne. Ananasowy, Bananowy, czy sok z granata. Pyszności za 60 groszy !

Niestety w tym samym czasie Daria się rozchorowała. Sami nie wiemy na co, prawdopodobnie zapalenie gardła. Ale leki w Indiach są naprawdę skuteczne, co potwierdza, że nie warto targać niczego z Polski.

Ostatniego dnia czyli dziś zrobiliśmy sobie spacer na górę, na której wznosi się świątynia Savitri. Po drodze ku naszej uciesze było pełno zwierząt.Przyglądaliśmy się życiu małp, papug i innych ptaków. Ze świątyni świetnie widać było całe miasto Pushkar wraz z jeziorem. Piekny widok !
Po drodze postanowiliśmy napić się herbaty, która okazała się najlepsza jaką dotąd piliśmy! Byliśmy naprawde w szoku kiedy okazało się, że nie ma w sobie ani listka herbaty. Zaparzona została z 11 różnych przypraw takich jak kardamon, pieprz, cynamon, bazylia…Podawana z limonką – niebo w gebie 😀
Cała „restauracja” znajdowała się w niepozornej uliczce tuż przed wejsciem na wzgorze z Savitri Temple.
Chłopak, który robił herbatę wymarzył sobie otwarcie prawdziwej restauracji w tym miejscu i już za kilka miesięcy jego marzenia mają się spełnić.
Życzymy mu dużo szczęścia bo wśród właścicieli knajp, hoteli, restauracji był on najbardziej autentyczną osobą jaką spotkaliśmy. No i ta herbata !!!


Na trzech kółkach

Riksze to nieodzowna część krajobrazu indyjskich miast. Wszedzie i zawsze ich pelno. Trzykolowe, zolte, zadaszone pojazdy, które uruchamia sie za pomoca wajchy w podlodze. Zawsze kiedy jej potrzebujesz znajdzie cie sama.A jesli jej nie potrzebujesz to tym bardziej Cie znajdzie.
– Rickshaw sir??
– Where would you like to go madam??
Kiedy juz zdecydujesz sie skorzystac z uslug rikszarza, zaczyna sie targowanie. Zawsze trzeba zrobic to jeszcze przed tym jak sie wsiadzie. Ceny jakie wymyslaja kierowcy moga byc horrendalne.
No to wsiadamy. Teraz dopiero zaczyna sie jazda na pelnych obrotach. Ruch w Indiach jest lewostronny, ale rzadko kiedy ktokolwiek stosuje sie do tej zasady. Jezdzi siê tu tam gdzie ma sie miejsce. Rzadzi zasada – kto wiekszy ten pierwszy, Ty piechorze lepiej sie pilnuj.
Trabienie, krzyki, podskoki na dziurach w drodze. Czujesz sie jakbys zlapal wiatr w zagle i tylko modlisz siê zeby zaraz nie potracic jakiejs krowy, albo nie wjechac w inna charczaca riksze. Sama jazda jest dla nas naprawde niezla frajda 🙂

Wiec jezeli juz jestesmy przy rikszach ostatnio przydarzyla mi sie jakze „przemila” historia. O 5 rano pojechalismy wczesniej zamowiona riksza na dworzec kolejowy. Pan rikszarz wrzucil nasze plecaki na pake i ruszylismy. Bylo ciemno wiec niczego sie oczywiscie nie moglismy spodziewac. Kiedy dojechalismy na miejsce i zalozylam juz swój plecak na plecy,poczulam uroczy zapach gowna 🙂 sprawdzilam oba buty…Nic.
Zapach wydobywal sie z mojej calej oblepionej krowim plackiem reki, bluzki i dolnych paskow plecaka. Tak rozpoczety dzien nie napawal optymizmem 🙂

Przynajmniej bedzie co wspominac. :]


Od Goa po Hampi

23.08

Goa. Siedem i pol godziny w pociagu i jestesmyw miescie Margao. Na wstepie jestesmy oskubani przez rikszarza. Wkurzamy sie i chcielibysmy chodzic piechota ale stopy sie Darii ostatnio obtarly wiec kilka dni ja oszczedzamy 😉
Przyjezdzamy kolo godziny 15. Pustki w miescie. Brak zycia,cisza,szare domy. Szukamy hotelu i o dziwo nic nie mozemy znalezc. Albo zamkniete albo za drogie. W koncu znajdujemy dosc przyjemny hotel gdzie starszy pan rzuca cene 650 INR. Tomek wytargowal do 500 INR ale to wciaz drogo. Z lekkim wkurwem zostajemy.
Po kapieli wychodzimy na miasto i zastajemy tlumy…
Halasy,kolory,spaliny. Miasto ozylo jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki. Dopiero pozniej dowiadujemy sie ze miedzy 14 a 16 wszystko jest zamkniete. To czas wypoczynku i obiadu.
Po godzinie poszukiwan znajdujemy sklep elektroniczny gdzie kupujemy karte do aparatu za chora sume 1100 INR. Tym samym duzo, za duzo przekraczamy nasz dzienny budzet.

Spacerujemy sobie po bazarach az robi sie ciemno. W drodze powrotnej slyszymy muzyke dochodzaca z jakiegos budynku. Staruszka, sprzedajaca wience z kwiatow z usmiechem zaprasza nas do srodka. Niesmialo sciagamy buty i przykucamy na matach obok innych sluchaczy koncertu. Okazuje sie, ze jestesmy w swiatyni. Kilku starszych mezczyzn gra na przeroznych instrumentach i spiewa cos w rodzaju mantry Przechodni wchodza, modla sie i wychodza, a my jak zaczarowani wsluchujemy sie w mile dzwieki.

Po powrocie do hotelu….okazuje sie ze mam w plecaku karalucha!!! Wiec z pomoca latarki i reklamowki w roli rekawiczki wyrzucamy wszystko na podloge, zeby sie go pozbyc. Cwaniak oczywiscie nie chcial wyjsc. Dopiero moze po 15 minutach gonitwy za nim z komory do komory udaje sie nam go zlapac..
jeszcze tylko trzeba bylo sie od nowa spakowac i misja karaluch zakonczona ;).

24.08

Jedziemy pociagiem z Margao do Hospet.
Niesamowita podroz (pomijajac to, ze jest duzo bialych)! Zamieniam kilka zdan z Wlochami i Izraelkami, ale okazuje sie ze podrozuja w supelnie inny sposob niz my.

A za oknami niesamowicie malownicze widoki. Z jednej strony skaly tuz przy samym oknie i splywajaca z nich woda, ktora co rusz mnie chlapie. Za chwile tunel – mlodzi Hindusi zaczepieni za okna i drzwi krzycza w ciemnosciach jak na kolejce gorskiej. Echo roznosi ich gwizdy i krzyki. Za chwile wodospad! Wielki. I kolejny. Splywa gdzies z dzungli. Cudownie..
Po drugiej stronie przepasc. Chmury. W dole dzungla i rwaca rzeka. Naprawde bajeczne miejsce 😉

Z pamietnika Tomka:

Pociag Margao – Hospet.
Pelno bialych twarzy. Niemcy, Wlosi, Francuzi…
Walizeczki na kolkach, sandwicze zapakowane w hermetyczne opakowania. Europejczycy krzywo spogladajacy na Hindusow. A, ze to brudasy. „My to tacy zniesmaczeni”. Jak oni chca podrozowac ? Gdzie jakas wrazliwosc kulturowa ?
Czasem mysle, ze nie urodzilem sie na kontynencie na ktorym powinienem. Lepiej czuje sie wsrod Azjatow. Turcja, Indie. Czemu mieszkancy europy nie moga byc tak przyjazni, szczerzy i weseli? Po prostu prawdziwi.
Jedziemy przez piekna przelecz. Z jedenj strony dzungla, zdrugiej przepasc i piekne wzgorza. Do tego mlodzi hindusi przyczepiajacy sie do drzwi i okien pedzacego pociagu.
Krzyczacy, pogwizdujacy
Bawilem sie z nimi. Piekne przezycie!

W pociagu dopadlo nas to czego sie spodziewalismy po 3dniowym bolu brzucha…
Ale nie zalujemy zadnego wypitego soku, zadnej ulicznej przekaski. Nadal zamierzamy jesc z ulicznych kuchni.

25.08

Jestesmy w Hampi, miasteczku polozonym nad krwawo czerwona rzeka, w ktorej rzekomo sa krokodyle. Hampi zostalo zalozone w 1336 roku w górskiej okolicy nad rzeką Tungabhadrą. Zostało zniszczone przez wojska muzułmańskie w 1565 r., do dziś zachowały się jedynie ruiny. Ogladamy na straganach tak piekne i kolorowe rzeczy, ze az nie wiemy na co patrzec. Ceny sa niestety astronomiczne, wiec sobie tylko ogladamy 😉
(Nad naszym komputerem spaceruje sobie wlasnie przyklejona do sciany jaszczurka 😛 )
Caly dzien spedzamy na ponad 20km spacerze po ruinach miasta. Ja oczywiscie piszcze z radosci kiedy widze te wszystkie zwierzeta miedzy palmami i ruinami…Malpy, malenkie wiewiorki, motyle jak pol mojej dloni, dudki, bawoly, rozowe wazki, kraby.. 😀 Nieziemsko 🙂

W pewnym miejscu, kiedy zrobilismy sobie krotki odpoczynek podeszla do nas Hinduska. Usmiechajac sie podala Darii brazowa slodkosc oblepiona wiorkami kokosowymi. Cieszyla sie widzac jak sie zajadamy smakolykiem z robionym z zmielonych orzechow. Takie rzeczy moga przytrafic sie chyba tylko tutaj 🙂


Wywiad w drodze – Szymon Kochanski

Dzisiaj wywiad z jednym z naszych ulubionych podroznikow.

1. Trzy kraje bez których nie wyobrażasz sobie podróżowania?

Polska, bo od tego się zaczęło. A szczególnie polskie góry. Beskidy, Bieszczady, Karkonosze. Przemierzone od schroniska do schroniska, z plecakiem na plecach i ze Stachurą i SDMem na uszach. Manowce, wrzosowiska, lasy. Piwko na szczycie, nieziemskie widoki na świat i zaduma.

Iran, za to niesamowite uczucie, gdy w 2005 roku przekroczyłem sam granicę z Turcją i… musiałem sobie poradzić. Za niespotykaną nigdzie indziej życzliwość ludzi, którzy zapraszają cię na obiad, herbatę, wożą samochodami, płacą za bilety. Za fajkę wodną na dachu w ciepłą noc pod rozgwieżdżonym niebem. Za spanie na dziedzińcu meczetu i uspakajający gest strażnika “tak możesz tu być, nic ci tu nie grozi”, gdy jego obecność wyrwała mnie ze snu.

Indie, które uderzają ciebie ścianą gorąca jak tylko wysiądziesz z samolotu. A potem zaczyna się prawdziwa jazda. Masa ludzi, zwierzęta, śmieci, riksze. Rzeczywistość całkowicie odmienna od wszystkiego co znasz. Pielgrzymi w pomarańczowych szatach jeżdżący pociągami bez biletów. Kobiety w kolorowych sari. Bałagan, chaos, ktoś stawia ci kciukiem czerwoną kropkę na czole. I ty w tym wszystkim.

2. Co jest dla Ciebie najważniejsze w podróżowaniu?

Nabranie innej perspektywy do świata i siebie. Bo współczesny świat wypacza spojrzenie na to jak świat naprawdę wygląda. Przyzwyczailiśmy się do tego, że kupujemy trampki made in china. Jednak często zapomina się, że te kraje, to nie tylko produkty, to ludzie, ulice, sklepy, życie. I najcudowniejsze jest to poczucie, że zbliżyłeś się do czegoś prawdziwego, że uczestniczysz w czymś i jesteś tego częścią. W przepełnionym autobusie w Indiach dzieciak zasypia ci na kolanach. Albo gnasz wynajętą taksówką przez pustynię w Iranie, a z zacinającej się płyty leci “Nas niedogoniet” Tatu. W takich chwilach łzy cisną mi się do oczu i czuję, że to właśnie dla takich chwil to wszystko.

Ważni są również spotkani po drodze ludzie, którzy często są natchnieniem, lekcją innego spojrzenia na świat, dowodem na to że można wyjść poza utarte ścieżki i robić ciekawe rzeczy.

3. Jak długo się przygotowywałeś przed wyprawa?

Przed pierwszymi podróżami przygotowywałem się bardzo. Przed Iranem czytałem blogi podróżnicze z różnych wypraw, przeglądałem przez pół roku przewodnik, kupowałem rozmówki… Ale potem trafiłem na miejsce musiałem zmierzyć się z rzeczywistością, której nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić z opisów i zdjęć. Więc później zmieniłem podejście i przestałem się przygotowywać. Dlatego lecąc do Meksyku przewodnik zacząłem przeglądać w samolocie. Dlatego do Ameryki Południowej przyleciałem z biletem w jedną stronę i myślałem, że może pobędę tam 3 miesiące, a tymczasem jestem już 20 miesięcy. Ale to kwestia indywidualna. Ja wyrobiłem w sobie takie podejście, że nie planuję, że idę na spontan. Nie potrafię kupić biletu “dookoła świat” i zaplanować, że 3 miesiące spędzę w Am Pd, 2 w Australii i Nowej Zelandii, a 3 w Azji. Skąd mam wiedzieć czy mi się gdzieś spodoba, czy nie. A takie planowanie bardzo by mnie zniewalało. Bo uzależniasz się od dat, gnasz, bo przecież tyle jeszcze “trzeba” zobaczyć.

4. Co Cię wkurwia?

Wkurwiają mnie ludzie na podróżniczych forach internetowych, ludzie którzy ślą komentarze, dają magiczne recepty jak najlepiej przeżyć życie. Zawistni ludzie, którzy wietrzą we wszystkim spisek, siedząc na dupie narzekają na to jaka to wielka niesprawiedliwość im się dzieje, że oni nie mogą tak podróżować, bo mają samochód i kredyt na mieszkanie, a by chcieli, a taki Iksiński to może, bo pewnie ma bogatą rodzinę albo cośtam. A tymczasem mam prawie trzydzieści lat, a wciąż posiada w życiu tylko aparat, laptopa i trochę ciuchów. Nigdy nie wziąłem żadnego kredytu, nigdy nie posiadałem mieszkania ani samochodu. Ostatnio kupiłem pierwszą w życiu pralkę. Jestem posiadaczem pralki w Boliwii. 🙂

5. Za czym tęsknisz najbardziej?

Za koncertami na których tłum śpiewa te wszystkie piosenki na których się wychowaliśmy. I wszyscy wiedzą o co chodzi i wszyscy czują te same emocje. Za wielkimi księgarniami pełnymi czasopism, książek, albumów. Za rodziną. Za dziećmi znajomych, których nie miałem okazji zobaczyć.

Calosc na jego blogu


Ludzie

Jest to krótka historia o ludziach, którzy chcieli podejrzec obcy im swiat, uchwycic chwile jak na fotografii, zrozumiec innych ludzi.

Biala- Widziales?
Bialy- Co takego?
Biala- Tych facetów.
Bialy- Widzialem i to juz setki razy.
Biala- Ach, zeby i u nas bylo to takie normalne, bez krzywych spojrzen i podtekstów.
Bialy- Niedoczekanie…

Urzekli ich mezczyzni i chlopcy, bez skrepowania chodzacy po ulicy za reke, obejmujacy sie i patrzacy na siebie z uczuciem. Przyjaciele.

Pociag.
Biali wpatruja sie w mijajace ich za oknem obrazy kiedy dosiada sie do nich trzyosobowa rodzina. Siedemnastoletni syn zasypia, kiedy ojciec kladzie mu reke na ramieniu i potrzasa nim lekko. Chlopak otwiera oczy i widzi przed soba milosc w oczach starego czlowieka. Chwytaja sie za rece, usmiechaja szeroko. Ojciec sciska dloñ syna. Sa szczesliwi.
Biali czuja cieplo w sercu. Nie wierza w to co widza. Wymieniaja sie spojrzeniami, w których widac ¿e uwierzyli, ze na swiecie sa jeszcze ludzie dobrzy.

Targ.
Tlumy ludzi. Kolory, zapachy, halas. Wszyscy jednak gromadza sie w jednym miejscu. Biali tez zatrzymuja sie zaciekawieni. Ich oczom ukazuje sie przerazajacy obraz, który sprawia, ze zastanawiaja sie czy jest to ten sam kraj, którym byli zachwycali sie kilka chwil temu. Wsród straganów, na macie siedza pólnagie dzieci. Ich biale skóry i w³osy, czerwone plamy na twarzy wyraznie wyodrebniaja je od reszty ciemnoskórych mieszkanców. Albinosi. Kleczac na kolanach krzycza i robia poklony tlumowi, majacemu wielka ucieche. Kino uliczne. Ludzie rzucaja w nich pieniedzmi. Przeciez o to tu chodzi.
Biali próbuja odejsc, kiedy zauwaza ich jedno z dzieci. Wstaje z maty i biegnie za nimi. Wyciagnieta raczki blaga o pieniadze. Lapie odchodzacych za rece i szczerzy znieksztalcone zeby.
Biala – No!
I uwalnia sie wreszcie z uscisku dziewczynki. Nie daje pieniedzy, nie popiera tego cyrku.
Z przerazeniem w oczach i ogromnym smutkiem w sercu mlodzi ludzie odchodza nie odzywajac sie do siebie.

To samo miejsce, a dzieli tak wielu róznych ludzi. Indie.


Hinduskie story ;)

20.08

Kolejny dzien w Indiach. Trudny. Juz wiemy jak kupowac bilety na pociag…Sama procedura jest dosc
skomplikowana. Trzeba wypisac formularz zgloszeniowy na miejsce do pociagu , w ktorym umieszcza sie
miejsce zamieszkania, wiek, imie i nazwisko, dokladny numer oraz nazwe pociagu…Dopiero wtedy mozna
podejsc do okienka i kupic bilet. Stojac w kolejce trzeba umiec rozpychac sie lokciami i czym sie jeszcze ma, bo
jako ze jestesmy biali ludzie zwyczajnie nas wymijaja i wpychaja sie 😉
Okej bilety kupione, teraz tylko trzeba znalezc pociag i zajac sobie miejsce.
Jest juz troche lepiej niz wczoraj. Swiat nie wydaje sie juz taki obcy.
Niektorzy Hindusi usmiechaja sie do nas tak szczerze, ze az trudno tego nie odwzajemnic.

Popoludnie spedzamy na poczekalni. Popijamy mleczna, malenka herbate z kardamonem i tona cukru, ale jest pyszna i
skutecznie umila nam zycie. Naprzeciwko nas siada para w srednim wieku. Mezczyzna je przygotowany przez zone ryz z sosami –
oczwyiscie prawa reka ( na marginesie dalismy sie porwac i tez oczywiscie jemy tutaj rekoma 😉 ). Po jedzeniu ida sie umyc
i zostawiaja wszytskie swoje rzeczy na przyslowiowa pastwe losu. Usmiechaja sie do mnie troche zawstydzeni 🙂

Jest pociag. Przebijamy sie przez tlumy ludzi, pokzujac bilet pytamy gdzie isc. W koncu trafiamy do naszego wagonu.
Z siedzeniami tez nie bylo zadnego problemu. Ruszamy. Na suficie jest mnostwo wiatrakow wiec jest przyjemnie. Z poczatku z
nikim nie rozmawiamy, rozgladamy sie niesmialo, wymieniamy sie usmiechami.
Ale po jakims czasie…zaczelo sie!
Wpatruje sie w mijajace nas widoki- palmy kokosowe, slumsy, bambusowe wioseczki, pawie, ludzi…i nagle slysze, ze Tomek z kims rozmawia. Twarza w twarz, usmiechem w usmiech prowadzi konwersacje z jakims mlodym Hindusem. Przegadujemy z Ranjithem wiekszosc drogi. Opowiada nam o festiwalu w Kerali, o turystycznym Goa i o przyjaciolach z Wloch. W koncu kilka fotek , wymieniamy sie mailami i zegnamy. Zaraz po nim dosiada sie Satish, ktory wczesniej obserwowal nas ukradkiem.
Podroz pociagiem indyjskim to niesamowite doswiadczenie. Hindusi jesli nie brac pod uwage natretnych i niemilych rikszarzy oraz wlascicieli hoteli sa to wspaniali ludzie.
Dojezdzamy do Coimbatore i szukamy hotelu. Jestesmy zmeczeni wiec nie przykladamy sie w szukaniach i robimy duzy blad. Zaplacilismy 300inr/20s i musielismy przeprowadzic akcje odkomarzania i…odkaraluchowiania lozek..Okropnosc!! Nigdy wiecej 🙂 O 6:30 budzi nas gromkie napierdalanie w drzwi:
Daria – What?
Facet- COFFEE!!!!!
😉
Indie…

Ceny:
Sniadanie (masala dosa,poori, ciasta, woda) – 85inr/2os
Bilet na pociag: Trichy-Coimbatore 242km – 225inr/2os
herbata z kardamonem x2 – 10inr
Kolacja (veg mix curyy + 4 chapati + woda) – 100inr/2 os
Hotel z robakami – 300inr/20s

21.08

Wstajemy, idziemy zjesc scniadanie. Ulica tetni zyciem. Zapachy kluja w nos. Powoli przyzwyczajamy sie do zapachu Indii.
Kolejny pociag. Po raz pierwszy sleeper. I kolejni wspaniali ludzie, ktorzy nas zagaduja. Interesuje ich wszytsko, poczynajac od szkoly, konczac na malzenstwach. Nas rozmowcy wzieli slub, bo zadecydowali o tym ich rodzice i…astrologia. A kiedy pytam czy ludzie w ten sposob sa szczesliwi odpowiada mi chwila ciszy, a za moment „tak, tak oczywiscie” i szeroki „pucolowaty” indyjski usmiech.

O dziwo Tomkowi podoba sie jak narazie duzo wiecej Hindusek niz Polek, ale nie dziwie mu sie bo mi tez podobaja sie ich kruczoczarne oczy i wlosy, idelane cery, kolorowe piekne ubrania.
Indie wchlaniaja nas i ciezko byloby zyc tylko jako obserwator.

Kupilismy po raz kolejny kardamonowa herbate za 5inr – 30gr… Wypijamy. I co zrobic z kubeczkiem? „Go out” (idz na dwor) jak powiedzial do mnie jeden Hinuds i pokazuje z usmiechem – wyrzuc za okno 🙂
Hindusi wbrew temu co sie mowi to bardzo czysci ludzie, ale niestety nie dbaja o swoj kraj co nas bardzo smuci.

A za oknem…deszcz, dzungla, palmy, pola ryzowe, ludzie pasacy bydlo, wielkie biale ptaki brodzace w wodzie i ludzie wykorzystujacy nature by moc przezyc.
Pociag sunie ociezaly a ja wciaz wymieniam sie usmiechami z ludzmi.
Co chwile korytarzem chodza sprzedawcy wszystkiego co sie da- jedzenia, kawy, herbaty a nawet kolorowanek i ksiazeczek dla dzieci za 5inr.
Znow rozmawiamy z ludzmi, pokazuja nam jak pisze sie w jezykach Tamil i Malayalam. Smieja sie z charakteru pisma Tomka :D, dziwia sie ze mam kolczyk w wardze i opowiadaja, opowiadaja, opowiadaja o swoim zyciu 🙂
Mimo, ze jedziemy 11 godzin, droga wcale nas nie nudzi. Zauroczyl nas widok przytulonej do meza hinduski spiewajacej mu do ucha bollywodzkie hity. Po jakims czasie zaczeli spiewac na dwa glosy, klaszczac i wybijajac rytm stopami. Na nasze dyskretne spojrzenia usmiechali sie szeroko i spiewali jeszcze glosniej. t Ten 3 godzinny koncert zakonczyl sie wraz z ostatnim przystankiem pociagu.

Indie maja zupelnie niesamowity klimat. Pociagi, zatloczone ulice, krowy,kozy…
I te ich ubrania ! No po prostu jak z bajki. Szkoda ze u nas kobiety sie tak nie ubieraja. No ale nie. U nas miniowa,szpileczki i obcisle bluzki miazdzace cycki to zestaw klasyczny,

Dziewczynka sie usmiecha, ja to odwzajemniam. Chowa sie za mamina sari.

Do Mangalore dotarlismy o 22 i od razu znalezlismy mily, bardzo czysty hotelik. Idziemy na kolacje do knajpki obok i jestesmy zachwyceni..
Tomek nadal ma problemy z rozrywaniem Chapatthi jedynie prawa reka wiec czesto hindusi smieja sie z niego a Daria jest obiektem zainteresowania bo robi krzywe miny gdy je cos ostrego 😉

– Nice couple, nice to meet you !

Papaja shake i Pineapple juice po prostu wymiataja!
Jak bedzie wiecej czasu to napiszemy troche o naszych kuchennych wrazeniach w zakladce „Wege smaki”

Niestety mamy problem, zepsula nam sie karta w aparacie, a nie mamy drugiej…Wiec przez najblizsze kilka dni nie bedziemy robic zdjec, dopoki nie kupimy nowej. Zepsulo nam to bardzo humory, ale nic nie poradzimy.


Wywiad w drodze – Tomek Zakrzewski

1. Trzy kraje bez ktorych nie wyobrazasz sobie podrozowania.

Chyba nie ma takich krajow. Podrozuje glownie dlatego, zeby poznawac swiat i przezywac przygody. Poszczegolne kraje tylko utrudniaja podrozowanie. Mam oczywiscie na mysli procedury wizowe, zapelnianie paszportu pieczatkami i tego typu utrudnienia. Choc z drugiej strony podzial na kraje zwykle jest zwiazany z odrebnoscia kulturowa, ktora jest bardzo fascynujaca. Interesuja mnie glownie miejsca, w ktorych nie bylem. Te w ktorych bylem interesuja mnie znacznie mniej. Bez wzgledu na to, gdzie dany kraj lezy, czy jak sie nazwywa, jezeli w nim jeszcze nie bylem, na pewno zawsze bede chcial do niego pojechac.

2. Co jest dla Ciebie najwazniejsze w podrozowaniu.

Najwazniejsza w podrozowaniu jest sama przygoda. Nudzi mnie zycie, w ktorym siedze na tylku. Nudzi mnie monotonía dnia codziennego, codzienne lazenie do pracy, spotykanie tych samych ludzi i rozwiazywanie tych samych problemow. Przeraza mnie przeciekajacy czas przez palce.

W podrozy nigdy nie wiem co sie wydarzy jutro, czesto nie wiem nawet gdzie bede spal, gdzie sie zatrzymam, kogo spotkam. Ta wielka niewiadoma rodzi wlasnie ta przygode, ktora od dziecka mnie pociagala. Wczesniej pochlanialem ksiazki przygodowe i uruchamialem swoja wyobraznie. A odkad stalem sie na tyle dorosly, zeby wyjezdzac samemu, postanowilem wziac sprawy w swoje rece. Odstawilem ksiazki na polke i zaczalem sam ksztaltowac swoje zycie. Zapragnolem byc sam dla siebie bohaterem, byc samemu w centrum przygody i miec wplyw na kreowanie wlasnego losu.

3. Jak dlugo sie przygotowywales przed wyprawa.

Nie poswiecam na to zbyt wiele czasu, bo z reguly mam go bardzo malo. Zwykle czytam relacje z danego regionu innych ludzi. Obecnie internet jest nieocenionym zrodlem informacji, wiec z niego korzytam w dosc szerokim zakresie. Poza tym, czasem siegam po ksiazke, ktora ktos mi poleci i tak czesto nabieram inspiracji do kolejnej podrozy. Jezeli chodzi o gory, to czytam troche prasy fachowej i stamtad czerpie informacje. Uwielbiam rozmowy z ludzmi, ktorzy wybrali sie w ciekawe rejony. Jezeli dane miejsce mnie interesuje to wypytuje o wszelkie szczegoly – ten rodzaj informacji jest dla mnie osobiscie najcenniejszy. Poza tym, robie to, co wszyscy. Kupuje co mi trzeba, szczepie sie na to, co trzeba i cwicze kondycje, zeby w trakcie eskapady jej nie zabraklo.

4. Co Cie wkurwia.

Tutaj chcialbym napisac, ze nic, bo caly czas staram sie pracowac nad soba i starac sie niczym nie denerwowac. Tego nauczyl mnie w zeszlym roku pewien Peruwianczyk, ktory przezyl bardzo duzo w swoim zyciu, jest teraz przewodnikiem po dzungli i wszelkie przeciwnosci losu przyjmuje na kompletnym chilloucie. Szkoda energii na denerwowanie sie, bo to i tak, nic nigdy nie zmieni. Taka filozofia, bardzo do mnie przemawia.

Jednak jest to duzo latwiej powiedziec niz zrealizowac. Mnie najbardziej wkurwiaja, hamstwo i glupota. Te dwie rzeczy przejawiaja sie w podrozy bardzo roznie. Czasem denerwuje sie, jak przez godzine musze czekac w knajpie na zrealizowanie zamowienia. Czasem, jak place za cos, a dostaje w zamian zupelnie co innego, niz wczesniej mi oferowano. Nienawidze zlodziei i wszelkiej masci naciagaczy. Spotykam ich czesto na swej drodze i potrafie byc dla nich bardzo niemily. Poza tym, im jestem starszy, tym gorzej znosze przejazdy. Denerwuje mnie czekanie przez kilka godzin w autobusie na blokadzie, albo jak jakis miejscowy glab nie przewidzial, ze w trakcie podrozy zabraknie mu paliwa. Oczywiscie nie dostaje wtedy spazmow i nie piszcze ze zdenerowania ale potrafia mi takie sytuacje chwilowo zepsuc nastroj.

5. Za czym tesknisz najbardziej.

Tych rzeczy jest bardzo duzo. Tesknie za domem, dziewczyna, rodzina, czy przyjaciolmi. Jednak brakuje mi tez takich zwyklych rzeczy, jak chociazby wlasnego lozka, maminego obiadku, czy wyjscia na basen. Bardzo brakuje mi sportu w podrozy, szczegolnie biegania. Troche brakuje mi tez sauny, bo jestem juz od niej prawie uzalezniony. Poza tym brakuje mi polskiego klimatu, czasem polsiego lata, z zapachem skoszonego siana, a czasem polskiej zimy z chrupiacym sniegiem pod stopami. Za to, w ogole nie brakuje mi polskich newsow, polskiej prasy, radia, czy telewizji. Raczej nie tesknie za polskim jedzeniem, nie brakuje mi imprez, czy wyjsc z kolegami na piwo.

Dalszy ciag wywiadu na blogu Tomka:
http://tomek-southamerica.blogspot.com/2010/08/wywiad-w-drodze-tym-razem-bedzie-ze-mna.html