Alleppey
W Alleppey, miescie pachnacym suszacymi sie rybami zostalismy cztery dni. Po mimo potwornie zatloczonych ulic, zgielku, halasu i najwiekszej liczby autobusow jaka widzielismy w Indiach – spodobalo nam sie. Miasto dziela dwa kanaly, ktore zwezajac i wijac sie prowadza do ustronnych i spokojnych wiosek, otoczonych polami ryzowymi i palmami. Jedzenie w miejscowych knajpach jest niesamowicie tanie i pyszne, wszedzie stoja stragany ze swiezymi owocami, suszonymi daktylami i smazonymi w przyprawach orzeszkami ziemnymi.
Poludnie Indii rozni sie od polnocy pod wieloma wzgledami. Jestesmy tu juz prawie miesiac wiec postanowilismy napisac co nieco o swoich spostrzezeniach. Pierwsze co rzuca sie w oczy to oczywiscie natura. Tutaj, na poludniu Indii w Kerali, gdzie uprawia sie wiekszosc przypraw nie ma miejsc, gdzie nie byloby zielono, gdzie nie slychac krzyku ptakow, a ziemia jest czerwona. Nie tylko na plazach ale i w miastach, cien daja rosnace wszedzie palmy i bananowce. Jesli mowimy juz o miastach to sa zdecydowanie czystsze niz te na polnocy. Smietniki nie sa tu wcale az taka rzadkoscia, kazdego dnia spotkac mozna na ulicy grupe ludzi, ktora sprzata miasto, a co naprawde nas zaskoczylo to perony, na ktorych nie ma smieci! Ale najwazniejsza rzecza, ktora przykuwa tez uwage innych podroznikow, ktorych spotkalismy po drodze sa ludzie. Nie wiemy dokladnie co jest tego zasluga: slonce, bliskosc natury, miejsze miasta? Ale ludzie sa tu po prostu milsi, usmiechaja sie czesciej, nie patrza na nas tepym wzrokiem z rozdzwiawionymi buziami, nawet rikszarze nie sa tak nachalni. Sa po prostu spokojniejsi, jesli mozna uzyc tego slowa w stosunku do Hindusow…
Wracajac do Alleppey… Kazdy hotel w miescie, kazda agencja turystyczna oferuja pelna game wycieczek, dzieki ktorym mozna zobaczyc wspomniane wioski, doswiadczyc czegos niesamowitego, spedzic czas blisko natury. Najdrozsza opcja i najbardziej znana zarazem sa tzw. house boats. Od poczatku domyslalismy sie, ze jest to absolutna kicha, wiec wybralismy polecane przez wlascicieli hotelu mniejsze wyprawy, tansze, dzieki ktorym mozna dostac sie do najmniejszych kanalow i podejrzec zwykle zycie mieszkancow wsi, wg ich slow oczywiscie. Zamiast niesamowitej przygody, utwierdzilismy sie w przekonaniu, ze to juz ostatni raz kiedy korzystamy w Indiach z takich ofert. Niestety tyle razy ile robilismy cos z takich rzeczy, organizacja miala niewiele wspolnego z tym o czym zostalismy poinformowani przed wyjsciem z hotelu. Mielismy plywac malenka lodka przez kilka godzin po wspomnianych kanalach wodnych – plywalismy godzine, trzy razy ta sama droga…reszte czasu czekalismy na sniadanie na przyklad, albo na prom, ktorym wracalismy itp, itd. Wrocilismy do hotelu naprawde zli i kiedy przyszlo nam placic doszlismy do zgody, ze zaplacimy 300 rupii mniej. Moze nie chodzi juz o same pieniadze tylko o fakt bycia oszukanym i swiadomosc, ze przyjda kolejni i kolejni, ktorzy zostana potraktowani tak samo.
Na poprawe humorow nastepnego dnia wypozyczamy skuter. Zaraz po tym jak przebilismy sie przez indyjski tlum uliczny, co bylo zreszta niesamowitym doswiadczeniem pojechalismy nad oddalone kilka kilometrow od miasta morze. Bylo tak goraco, ze ciezko bylo nam nie wychodzic z pod cienia palm
.
W hotelu poznalismy Jose – nauczyciela Jogi z Brazylii. Zdecydowalismy sie wiec sprobowac i tak kazdego dnia o 7 rano uczylismy sie technik oddychania, relaksacji i przede wszytskim tego jak funkcjonuja nasze wlasne ciala. Naprawde niesamowita rzecz, ktorej nauke mamy nadzieje kontynuowac przy nadarzajacej sie okazji.
Porady:
- Palmy Regency pokoj 2os 350inr – bardzo mila obsluga, ale nie polecamy korzystania z ich uslug “wycieczkowych”
- wypozyczenie skutera we wspomnianym hotelu 300inr za dobe
- backwaters trip – 7 godzin z dwoma posilkami 900inr/os
- lokalny autobus na Mereri beach 11inr







