Edinburgh

Jest 13 kwietnia i ledwo z Tomkiem zwlekamy się z łóżka o 5:50 rano.  O 7:30 mamy autobus do Poznania, a stamtąd samolot do Edynburga ( na marginesie to mój pierwszy lot <Daria>).  Tomek znalazł tanie linie lotnicze, a raczej jakąś promocje-  Ryanair – 90zł w obie strony na dwie osoby!  Nie ukrywam, że czułam ogromny strach przed lotem. Tomek już latał więc było mu łatwiej. Oczywiście samolot się spóźnił godzinę więc na lotnisku siedzieliśmy około 3 godzin…

Daria na tarasie widokowymUważam, że to niesamowite uczucie widzieć z góry te wszytskie maleńkie miasta, ale ogólnie rzecz biorąc nie czułam się jakoś szczególnie ;)

Lądujemy około 16, przestawiając zegarki oczywiście. Do miasta dojeżdżamy piętrowym autobusem, oglądając przedmieścia miasta. Już to daje nam wiele radości, bo przez chwile czuliśmy się jak w jakimś brytyjskim filmie ;)

W autobusie

Autobus

Jesteśmy w mieście i cieszą nas takie szczegóły, że taksówki wyglądają jak np. filmie z Jasiem Fasolą, że wszyscy przechodzą tu na czerownym świetle o czym przekonujemy się później. Pierwsze nasze słowa to : “Szkocja jest poprostu piękna!”

Z Osamą umawiamy się przy Cockburn Street obok olbrzymich schodów.  Niestety nie mieliśmy okazji zrobić sobie z nim zdjęcia. Osama to nasz pierwszy gospodarz z Couchsurfing, jak dla nas z świetnej strony, która daje ogromne możliwości. Już pierwsze spojrzenie i jestem pewna, że to on.  Osama jest murzynem i na początku zrozumienie go było dla mnie czymś niemożliwym. Oczywiście Tomek radzi sobie świetnie. Ale po jakimś czasie poszczególne słowa zaczynają układać się w zdania ;) . Pierwsza rzecz jaka nas zaskakuje to to, że tak po prostu nam zaufał i dał klucze do swojego mieszkania. Czytając książke Kingi i Chopina nie mogliśmy uwierzyć w tak wielką gościnność jakiej doświadczali a tymczasem sami się o tym przekonujemy.  Osama od razu prowadzi nas przez całe miasto do swojego mieszkania. Pokazuje nam co warto zobaczyć. Jesteśmy zachwyceni widokiem tych wszystkich murowanych domków, witryn sklepowych pomalowanych na ciemnozielony i mnóstwa kwiatów ( mnie osobiście urzekły ptaki ;P ).

To wejście do naszego tymczasowego mieszkania:

img_4126

img_41251

Wchodzimy tylko na chwilę. Rzucamy plecaki a Osama daje nam mape i pokazuje gdzie możemy się wybrać. Mimo zmęczenia od razu idziemy zrobić małe zakupy, a później obejrzeć miasto.  Ale jako, że lubimy chodzić własnymi ścieżkami schowaliśmy mape do kieszeni i po prostu poszliśmy się rozejrzeć. Zaglądaliśmy chyba w każdy możliwy zakamarek . Tym sposobem trafiliśmy na jakiś maleńki cmentarz w środku miasta. Edinburh pełen jest wąskich tajemniczych uliczek.

img_4189Spodobało nam się też to, że miasto podzielone jest  jakby na dwa poziomy. Chociaż trochę trzeba było się nachodzić, żeby przejść z jednego na drugi, ale widok był na prawdę fajny:

img_4172Wracamy późnym wieczorem do domu głodni i zmęczeni. Tomek robi kolacje i to jedyne zdjęcie jakie udało mi się mu zrobić:

Tomek ;)

14 KWIETNIA

Nie powiem, żeby noc była wygodna bo spaliśmy na nierozkładanych małych kanapach w śpiworach.W nocy raz tylko usłyszałam, że przyszedł nasz gospodarz i zaraz znowu gdzieś poszedł. Ale nie ma co narzekać, Osama okazał się naprawdę bardzo gościnny.

pokój

Cały ten dzień spędziliśmy w mieście. Nie pamiętam dokładnie co widzieliśmy po kolei więc opis może być trochę chaotyczny. Ale pierwsze co trzeba znaleźć to budka telefoniczna, żeby zadzwonić do domu i potwierdzić, że żyjemy. A więc kolejna charakterystyczna rzecz dla UK.

Budki telefoniczne:

budka

Przystanki, w których siedzi sie tyłem do ulicy..:

Przystanek

I czerwone skrzynki na listy:

img_42111

Jedna z rzeczy, którą chciałam zobaczyć na włąsne oczy to ludzie mieszkający tutaj. Chodzi mi oczywiście o temperament. Uśmiechają sie do ciebie na ulicy, że aż się człowiekowi ciepło na sercu robi i powraca wiara, że są gdzies jeszcze dobrzy ludzie. Taki przykład chociażby: stoimy na pasach i napotkana kobieta mówi do mnie: “Where is the sun?” i podnosci ręce ku niebu, bo dzień jest pochmurny.

Ale wracając, Edinburgh słynie z zamków. Pięknych zamków dosłownie w środu miasta. Nie można też nie wspomnieć o górach i zielonych łąkach:

img_4225

img_4258

Po drodze natykamy się na jakieś muzeum geologiczne, gdzie bilet kosztuje naprawdę sporo a okazuje się kompletną kichą. Dowiadujemy się, że trzeba chronić przed tym, żeby nie było za dużo ludzi na Ziemi. Później idziemy do domu strachów, gdzie omal nie umarłam na zawał. Wyobraźcie sobie, że jedziecie jakąś łódką w “ciszy” około 2 minut( bo w głośnikach dudniły jakieś straszne dzwieki) w kompletnej ciemności i nagle na twarz wyskakują jakies włosy. I wiele innych tym podobnych ;) (Mnie to straszyło w każdym razie ;P)

Następnego dnia niestety już wracamy do domu. Nie mamy już okazji zobaczyć się z Osamą więc zostawiamy klucze na stole, piszemy list z podziękowaniami i zatrzaskujemy drzwi za sobą…

img_4155

I tak w dużym skrócie minęły nam dwa cudowne dni:)

~ - autor: Daria i Tomek w dniu 19 kwiecień 2009.

Jedna odpowiedź to “Edinburgh”

  1. my ryanairem lecieliśmy do Shtokholmu za 4 złote za 2 osoby w 2 strony a wczeniej kupiliśmy lecz czas niepozwolił bilety za 74 grosze za naszą 2 :D Potrafią zaskakiwać!

Dodaj komentarz